Nadchodzą decydujące dni dla przyszłości giełdy w Londynie. Jeśli Australijczycy wciąż mają chęć ją kupić, ich oferta musi pojawić się najpóźniej 15 grudnia. Taki termin wyznaczył brytyjski urząd ds. fuzji i przejęć.
Zdaniem gazety "The Observer", Macquarie najprawdopodobniej nie przepuści okazji. Jeszcze w tym tygodniu dyrektor generalny Alan Moss ma się zjawić w Londynie, by przedyskutować sprawę z przedstawicielami rady nadzorczej i poprosić o zgodę na złożenie oferty na LSE. Jaka będzie australijska propozycja? "The Observer" twierdzi, że Macquarie nie da więcej niż 680 pensów za akcję LSE (obecnie są notowane po ok. 600 pensów). To z kolei oznacza, że oferta najprawdopodobniej zostanie uznana za wrogą - szefowie LSE chcą znacznie więcej pieniędzy dla akcjonariuszy giełdy.
Szefowie LSE szykują już zresztą "wyjście awaryjne" - wynika z doniesień magazynu "The Business". Giełda w Londynie chce się sprzymierzyć z skandynawskim operatorem OMX, do którego należą parkiety w Sztokholmie, Helsinkach, Kopenhadze i państwach bałtyckich (sojusz jest też wymieniany jako potencjalny inwestor strategiczny dla giełdy w Warszawie). Już teraz obie giełdy razem pracują nad niektórymi projektami, m.in. dotyczącymi handlu derywatami.
Według "The Business", rozmowy o bliższej współpracy obu instytucji (w grę wchodzi też pełna fuzja) będą się toczyć niezależnie od złożenia oferty przejęcia LSE przez Macquarie. Jednak jeśli taka oferta się pojawi, prace ulegną przyspieszeniu - doniósł brytyjski magazyn.
Obie giełdy są podobne pod względem wartości rynkowej. LSE jest wyceniana teraz na 2,65 mld USD, a OMX na 1,56 mld USD.