Wygląda na to, że większość inwestorów giełdowych pochłonięta jest przygotowaniami do Świąt Bożego Narodzenia, stąd też obroty na rynku są śmiesznie małe. Dochodzi do tego, że spółki niewielkie deklasują obrotami spółki z WIG20. Wprawdzie takie sytuacje miały miejsce w historii giełdy, ale ja nie pamiętam, aby 36. spółka w rankingu WIRR miała najwyższe obroty na rynku, pozostawiając w tyle takie tuz,y jak PKN, TP czy KGHM. Z taką sytuacją mieliśmy właśnie do czynienia na czwartkowej sesji, na której trwał wzmożony handel akcjami Sanwilu. Sam fakt, że to był najbardziej interesujący incydent w ubiegłym tygodniu na naszej giełdzie, pokazuje wielką niemoc kupujących. "Bawimy" się we własnym gronie, a że ilość wolnej gotówki jest ograniczona, spekuluje się w dalszym ciągu na małych papierach.
Miał być piękny, wzrostowy grudzień, a tymczasem na razie był jednosesyjny wyskok i chwilowe poprawienie szczytów. Handel zamarł. Zdaje się, że wszyscy czekają na "window dressing". Jest to bardzo niepokojące, gdyż "podciągnięcie" cen na koniec roku większość graczy przyjmuje jako pewnik. Tymczasem sądząc po zachowaniu rynku w ostatnim czasie, inwestorzy bardziej reagują na złe informacje okołorynkowe niż na dobre.
To mnie nie dziwi. Przecież WIG20 jest powyżej 2500 pkt, a hossa trwa ponad dwa lata. Im dłużej nie będzie chciało rosnąć, tym częściej inwestorzy będą się chcieli pozbyć swoich walorów. Kłopot tylko w tym, że nie ma kupujących. Może rzeczywiście nasze fundusze zechcą bronić rynek do końca roku, a nawet spróbują wybić indeksy na nowe szczyty. Ale co dalej?
Bez zagranicznych kapitałów stabilne wzrosty są niemożliwe. Wszystko wskazuje na to, że zagranica pomału się od nas ewakuuje. Obroty na rynku są wprawdzie małe, ale to o niczym nie przesądza. Tylko spekulanci "zrzucają" mocno rynek, aby szybko wyjść, fundamentaliści wychodzą stopniowo. To jest oczywiście takie moje założenie, ale trudno się nie pokusić o wystawienie takiej tezy obserwując sytuację Polski po wyborach. Pojawiło się ryzyko, którego jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie zakładał. Obniżenie rankingu dla Węgier to dla nas ostrzeżenie.