Analitycy oczekiwali spadku. Ale tylko do 1,3% - taka była średnia prognoz zebranych kilka dni temu przez PARKIET. Tymczasem w samym listopadzie ceny obniżyły się o 0,2%. Od 1989 r. w przedostatnim miesiącu roku taka sytuacja miała miejsce tylko raz - w 2002 r. Ale i wtedy spadek poziomu cen był mniejszy niż ostatnio - miesięczna deflacja wyniosła 0,1%.
- Zakładaliśmy delikatny wzrost cen żywności w listopadzie. Tymczasem żywność potaniała - wyjaśnił przyczynę pomyłki w prognozach Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK. Dlaczego? - Wytłumaczeniem jest blokada eksportu polskiej żywności do Rosji - dodał.
Zdaniem Wojciecha Kuryłka, głównego ekonomisty Kredyt Banku, na blokadę eksportu nałożyły się dwa inne czynniki. - Skończył się tzw. świński dołek. Teraz wieprzowiny na rynku będzie coraz więcej, a to będzie obniżać ceny. Apogeum świńskiej górki nastąpi latem przyszłego roku - powiedział. Według niego, do spadku cen żywności przyczynia się także mocny złoty. - Aprecjacja złotego sprawia, że marże eksporterów się zmniejszają. A więc firmy mają większą motywację, żeby sprzedawać swoje wyroby w kraju, a nie za granicą - tłumaczył.
"Dane GUS pokazują, że trwająca od kilku miesięcy aprecjacja kursu w coraz większym stopniu przekłada się na ceny konsumenta, co przy słabości popytu wewnętrznego zmniejsza niemal do zera zagrożenia odbicia inflacji w kolejnych kwartałach. Tym samym powrót inflacji do celu może nastąpić później niż sugerowały to ostatnie komunikaty RPP" - napisali w nocie dla klientów analitycy BRE Banku.
- W tej chwili jest już pewne, że w przyszłym roku inflacja nie osiągnie 2,5% - ocenił W. Kuryłek. Do utrzymywania inflacji na takim poziomie dąży Rada Polityki Pieniężnej. - Żeby ten poziom został osiągnięty, musiałby się przydarzyć jakiś wyjątkowo niekorzystny zbieg okoliczności, np. epidemia ptasiej grypy w połączeniu ze znacznie większym niż się oczekuje wzrostem cen ropy naftowej - podsumował ekonomista Kredyt Banku.