Wczorajsza sesja przyniosła powrót do normalności, jeśli chodzi o poziom obrotów. Po raz pierwszy od dwóch miesięcy ich wartość dla spółek z WIG20 przekroczyła 1 mld zł. Jednocześnie na czele znalazły się firmy wchodzące w skład indeksu, a rewelacyjny FON z 24 mln uplasował się dopiero na 10. miejscu. Ta zwiększona aktywność inwestorów ma o tyle znaczenie, że wczoraj WIG20 pobił historyczny rekord. Napisanie w tej sytuacji, że trend ma kierunek wzrostowy jest banałem, ale tak prostu jest. Wskaźnik MACD, który właśnie zakończyły korektę na poziomie swojej średniej sygnalizuje, że jest to dopiero początek fali wzrostowej. Z drugiej strony wciąż nie przebita pozostaje linia trendu, opisująca całą zapoczątkowaną w maju zwyżkę. Nie będę zdziwiony, jeśli na dzisiejszej sesji prosta ta zadziała jako opór. Proszę jednak tej opinii nie interpretować jako zachęty do inwestowania przeciw trendowi.
Choć zanik obrotów, jaki towarzyszył grudniowej konsolidacji sugeruje, że na wykresie WIG20 zbudowana została flaga, to ja do takiej interpretacji się nie przychylam. Zwyżka, która poprzedzała konsolidację nie była dość dynamiczna - był to raczej typowy dla naszej giełd wzrost, w trakcie którego na wykresie powstają niewielkie białe korpusy.
Jeszcze innym argumentem, który podważa nieco wiarygodność wczorajszego rekordu jako sygnału kupna zachęcającego do wzięcia udziału w zwyżce, jest dużo słabsza postawa innych giełd regionu czy rynków rozwiniętych. Węgierski BUX stracił wczoraj 0,8%, niemiecki DAX obniżył się o 0,4%. Gdybym miał wskazać konkretny czynnik, stojący za umocnieniem WIG20 w dniu wczorajszym, wspomniałbym o obniżeniu na początku sesji o prawie 8 pb rentowności 10-letnich obligacji amerykańskich. Spadek rynkowych stóp procentowych za Atlantykiem z reguły ożywczo wpływa na rynki wschodzące - dlaczego jednak tym razem zadziałał tylko w Polsce? Presja na kontynuację trendu spadkowego rentowności, w sytuacji kiedy ta ledwie 30 punktów bazowych przewyższa oficjalną amerykańską stopę procentową, jest niewielka.