Dla osób, które spłacają kredyty we frankach, są dwie dobre wiadomości. Ich oprocentowanie nadal jest dużo niższe niż denominowanych w euro, nie mówiąc już o pożyczkach złotówkowych (podstawowa stopa NBP wynosi 4,5%). Warto zwrócić uwagę na to, że po wczorajszej decyzji szwajcarskiego banku centralnego oczekiwania na kolejne podwyżki stóp poszły wyraźnie w dół. Nadal jednak inwestorzy spodziewają się, że za trzy miesiące 6-miesięczny LIBOR dla franka będzie wynosił już blisko 1,5%, a za półtora roku przekroczy 2%. Oznacza to, że oprocentowanie kredytów we frankach nadal będzie się zwiększać.
Z kontraktów FRA (zakładów, jaka będzie wysokość stóp rynkowych za określony czas) wynika przy tym, że kredyty we frankach zdrożeją szybciej niż pożyczki denominowane w euro. Ale droższe pozostaną te drugie - w perspektywie półtora roku można się spodziewać utrzymania różnicy między stopami procentowymi na franka i euro w wysokości przynajmniej jednego punktu procentowego. Obecnie wynosi ona 1,25 pkt proc.
Przy kredycie o wartości 100 tys. zł (raty równe, kredyt na 10 lat), gdy oprocentowanie rośnie z 2 na 3%, kwota raty zwiększa się z 920 do niespełna 966 zł.
Wstępna faza
Tymczasem nie ustaje dyskusja na temat ograniczenia polskim bankom możliwości udzielania kredytów mieszkaniowych denominowanych w walutach obcych. I już są pierwsze efekty. Według Lecha Gajewskiego, dyrektora polskiego oddziału banku hipotecznego Nykredit z Danii, tylko z tego powodu wyraźnie zwiększyła się liczba osób, które pytają o kredyty w złotych.
Cezary Mech, wiceminister finansów i wiceprzewodniczący Komisji Nadzoru Bankowego, potwierdził wczoraj w Sejmie, że nadzór bankowy przygotowuje projekt zmian, które mają zapobiegać obarczeniu kredytobiorców ryzykiem kursowym. Projekt jest we wstępnej fazie przygotowań.