Premier Kazimierz Marcinkiewicz rozpoczął negocjacje w Brukseli od spotkania z przedstawicielami Węgier, Czech i Słowacji. To państwa, którym również zależy na funduszach na biedniejsze regiony. - Chcemy przekonać jak największe grono, że budżet na poziomie 1,03% unijnego PKB nie jest do przyjęcia bez względu na kosmetyczne zmiany - mówił premier przed spotkaniem.
Polska delegacja namawia wszystkie kraje do powrotu do czerwcowego projektu prezydencji luksemburskiej. Dawał on Polsce 61,6 mld euro. Wielka Brytania, która kieruje pracami UE w tym półroczu, oferuje 57,3 mld euro. Do wczorajszego wieczora Londyn nie zwiększył polskiej "koperty". Niewiele jednak wskazuje, że Grupa Wyszechradzka stanie razem w obronie finansów Polski. - Wypracowaliśmy tylko część wspólnego stanowiska - przyznał minister spraw zagranicznych Stefan Meller.
Polska liczy tymczasem nie tylko na nowych członków UE. Wczorajszy "Financial Times" opublikował list szefów MSZ Francji i Polski, w którym argumentują, że to "biedniejsze kraje są ofiarami brytyjskiej propozycji". - Francja ma olbrzymią rolę do odegrania, ponieważ sprzeciwiała się do tej pory większości pomysłów brytyjskich - tłumaczył K. Marcinkiewicz.
Paryż oponuje przede wszystkim przeciwko planom rewizji unijnych wydatków na rolnictwo w 2008-2009 r. Postuluje za to, żeby oszczędności szukać przez zmniejszenie rabatu Wielkiej Brytanii przy składce członkowskiej. Każda taka próba (do tej pory Londyn zgodził się na "cięcie" niemal 50-miliardowego rabatu jedynie o 8 mld euro) budzi jednak alergiczne reakcje brytyjskiej prasy.
Po wczorajszych "podchodach" szefowie rządów UE szukać będą dziś kompromisu przy negocjacyjnym stole. Jeżeli którykolwiek z krajów zawetuje nową propozycję, na kolejny projekt budżetu poczekamy aż do czerwca 2006 r. (zgłosi go Austria). Tyle tylko, że już w kwietniu Komisja Europejska przedstawić musi projekt prowizorium, tak by zachować ciągłość finansów UE. Dokument opierać się będzie na budżecie na 2006 r., zatwierdzonym wczoraj przez Parlament Europejski. Wydatki Unii w 2006 r. sięgną 121,2 mld euro - więcej niż proponuje prezydencja na 2007 r. (118,9 mld euro). Prolongata przyszłorocznego budżetu na kolejne lata oznaczać będzie jednak mniejsze wydatki UE na politykę spójności, na której nam szczególnie zależy.