Reklama

Oferta GPW na światowym poziomie

W październiku, po dwóch latach od debiutu opcji na indeks WIG20, giełda wprowadziła do obrotu europejskie opcje na akcje. Gama oferowanych przez nią produktów wzbogaciła się więc o najdynamiczniej rozwijające się instrumenty pochodne notowane na rynkach regulowanych.

Publikacja: 17.12.2005 12:22

Warszawski parkiet - jeśli chodzi o oferowane produkty - dorównuje już największym światowym giełdom. Teraz od inwestorów zależy, czy nowe derywaty odniosą taki sam sukces, jak kontrakty terminowe na indeks WIG20.

Opcje na akcje zadebiutowały 17 października. Od tego momentu notowane są opcje na akcje KGHM (500 sztuk), Pekao (100), PKN Orlenu (500), Prokomu (100) i Telekomunikacji Polskiej (500). Do końca listopada średni wolumen na sesję wyniósł 105 sztuk - niewiele, biorąc pod uwagę stale rosnącą liczbę serii (jest ich już ponad 100).

Zachęcające statystyki

W nowych instrumentach tkwi jednak bardzo duży potencjał rozwoju. Świadczą o tym statystyki. Warto zacząć od notowanych już na GPW opcji na indeks WIG20. Po raz pierwszy inwestorzy mogli handlować nimi 22 września 2003 roku. Wolumen wyniósł wtedy 237 instrumentów. Ustanowiony 14 października br. rekord to blisko 4,9 tys. sztuk, czyli 20 razy więcej niż na pierwszej sesji! Na koniec listopada liczba otwartych pozycji wynosiła 21733.

Systematycznie przybywa także uczestników rynku. W listopadzie przynajmniej jedną transakcję zawarło 896 inwestorów, ponad dwa razy więcej niż w styczniu (403). Na jeszcze lepsze perspektywy przed notowanymi na GPW opcjami na akcje wskazują dane o światowym wolumenie tymi instrumentami. W pierwszej połowie tego roku, według danych Banku Rozliczeń Międzynarodowych (BIS), zbliżył się on do 1,2 mld opcji. To o 180% więcej niż wyniósł w tym samym okresie wolumen kontraktów terminowych na indeksy i o 12% mniej niż wolumen opcji na indeksy. Średnia dynamika rocznego wzrostu wolumenu na rynkach opcji na akcje na przestrzeni ostatnich 10 lat wynosi 28%.

Reklama
Reklama

Są szanse na rozwój

Tempo, w jakim będzie rósł rynek opcji na akcje na GPW, będzie zależało od tego, jak szybko do tych instrumentów przekonają się kolejni inwestorzy. Na to wpływ będzie miał zarówno organizator obrotu, jak i pośrednicy. Pierwsza sprawa to kampania edukacyjna. Z powodzeniem jest już realizowana od kilku miesięcy. Częste szkolenia na temat opcji, organizowane zarówno w siedzibie giełdy, jak i w biurach maklerskich na terenie całego kraju, praktycznie zawsze cieszą się 100-proc. frekwencją. Druga kwestia, ważna dla rozwoju tego rynku, to niskie koszty. Na nie między innymi składają się małe spready (różnice między najlepszymi ofertami kupna i sprzedaży). Na razie spready utrzymują się na poziomie 20%. Aby zmalały, potrzeba więcej inwestorów, a wśród nich - animatorów, ważnych graczy na rynkach opcji. Na razie rolę market-makera pełni jedynie BRE Bank. Wszystko, co może zrobić giełda, to zaproponować jak najlepsze warunki funkcjonowania tego rodzaju uczestnikom rynku.

Z uwagi na fakt, że zainteresowanie inwestorów najczęściej skupia się na tanich seriach opcji out-of-the-money, bardzo ważną kwestią są prowizje. Na nie składa się opłata pobierana przez giełdę (do końca marca 2006 r. GPW zrezygnowała z niej) i Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych, ale także marża biura maklerskiego. Jeżeli chcemy równać do największych giełd (być może już w 2005 roku GPW wskoczy do pierwszej piątki rynków europejskich pod względem wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy), to każda z tych trzech składowych powinna być jak najniższa.

Czy brokerzy dostrzegą potencjał

Jak największą rolę w promowaniu nowych derywatów powinny odgrywać biura maklerskie. Większość z nich umożliwia już handel zarówno opcjami na WIG20, jak i na akcje. Prowizje w zależności od biura wahają się od 2 do 2,5% wartości premii, ale nie mniej niż 1,2-2 zł i nie więcej niż 10-20 zł. Rola pośredników powinna polegać przede wszystkim na edukowaniu klientów. Patrząc na opcje przez pryzmat dziesiątek strategii inwestycyjnych, które za ich pośrednictwem można realizować, nie trudno dojść do wniosku, że są to najbardziej skomplikowane instrumenty spośród wszystkich dostępnych na giełdzie. To może odstraszać wielu graczy. W biurach maklerskich na terenie całego kraju powinny się odbywać spotkania z inwestorami, podczas których odkrywane będą tajniki opcji. Materiały edukacyjne powinny być dostępne także na stronach internetowych. Oczywiście o udziale w handlu zadecydują sami inwestorzy, ale trzeba pomóc im w zdobyciu odpowiedniej wiedzy, tym bardziej, że polskojęzyczna literatura na ten temat jest dość uboga.

Co nowego na GPW w 2006 roku

Reklama
Reklama

Debiutu nowych instrumentów na warszawskiej giełdzie można się spodziewać także w 2006 roku. Przedstawiciele GPW wielokrotnie informowali, że pracują nad wprowadzeniem do obrotu produktów strukturyzowanych. Może również przybyć instrumentów w już reprezentowanych na GPW grupach produktów. W 2005 roku na parkiecie pojawiły się dwie duże i płynne spółki (Lotos i PGNiG). Giełda rozważa wprowadzenie w 2006 roku kontraktów terminowych na akcje tych spółek, pod warunkiem znalezienia animatora rynku.

Aby pokazać, jak mogą zmieniać się notowania opcji stworzyliśmy dwie hipotetyczne serie (kupna i sprzedaży), których historia sięga 1 września br. Są to opcje na akcje KGHM (500 sztuk) wygasające 16 grudnia. Wartość premii na każdy dzień została wyznaczona w oparciu o model Blacka-Scholesa i założenia spod wykresu.

Pierwszego września kurs akcji KGHM wynosił 40,1 zł. Inwestor, który oczekiwał, że notowania spółki będą przez kolejne miesiące poruszały się w trendzie wzrostowym, mógł kupić te akcje lub nabyć opcje kupna. W przypadku znacznego wzrostu notowań, zysk przyniosłaby także strategia polegająca na wystawieniu opcji sprzedaży, ale jej nie będziemy rozważać. Wystawianie opcji wiąże się bowiem z dużym ryzykiem i jest przeznaczone dla doświadczonych graczy.

Gdyby inwestor chciał kupić 1 września 500 akcji, musiałby zapłacić za nie 20 050 zł (plus prowizja). 25 listopada kurs znajdował się na poziomie 50 zł, a akcje łącznie były warte 25 tys. zł. Stopa zwrotu z tej inwestycji wyniosła 25%. Maksymalne ryzyko ograniczała kwota inwestycji - 20 050 zł. Poniósłby taką stratę, gdyby kurs spadł do 0 zł. Każda zniżka ceny akcji o 1 zł poniżej poziomu ich nabycia oznaczałaby natomiast stratę 500 zł.

Gdyby jednak inwestor zdecydował się na otwarcie długiej pozycji w opcji kupna, której kurs wykonania to 42 zł (cena opcji wynosiła wtedy 2 zł), to zapłaciłby za nią 1000 zł (2 zł x 500 akcji). 25 listopada cena jednej opcji tej serii wynosiła 8,33 zł. Jej wartość to 4165 zł (8,33 zł x 500 akcji), a stopa zwrotu to 316%. Należy zaznaczyć, że inwestor nabywając tę opcję, ryzykował tylko 1 tys. zł (tyle, ile zainwestował). Kupując 500 akcji, straciłby 1000 zł, gdyby kurs spadł do 38,1 zł (o 5%), gdyby jednak nie sprzedał ich w porę, a kurs dalej by spadał, to straty by się zwiększały.

Co by się stało, gdyby inwestor oczekiwał spadku notowań KGHM i otworzyłby długą pozycję w opcjach sprzedaży z kursem wykonania 38 zł? Za jeden taki instrument musiałby zapłacić 705 zł (1,41 zł x 500 akcji). Niestety, wraz ze wzrostem notowań jego pozycja traciłaby na wartości i na koniec listopada (przy kursie 50 zł) byłaby prawie bezwartościowa. Jednak w odróżnieniu od krótkiej pozycji w opcjach, czy krótkiej lub długiej pozycji w kontraktach terminowych, nie przyniosłaby większych strat niż kwota początkowo zainwestowana.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama