Ostatnie dwa tygodnie wciąż przypominały o tym, że wszystkie fundusze chcą wzrostu w grudniu. Gdy na rynek spływają pozytywne informacje, szybko wykorzystywane jest to do podciągania kursów. Gdy nastroje nie sprzyjają wzrostowi, mamy mocny spadek obrotów i uśpienie rynku. Nikt z dużych inwestorów nie stoi po stronie sprzedaży. Wciąż na GPW obowiązuje "zmowa bierności podaży", a możliwe jest to z kilku powodów. Po pierwsze, na warszawskim parkiecie aktywność wyraźnie ograniczyły zachodnie fundusze. Widać to zarówno w bardzo luźnej korelacji z rynkami regionu, jak i wartości pojedynczych transakcji - nie ma dużych wymian na ulubionych przez zagranicę spółkach. Kilka największych krajowych instytucji może teraz w takim układzie z rynkiem zrobić wszystko. Po drugie, zachodnie parkiety biją rekordy hossy (choć pozostałe rynki naszego regionu tak chętnie tego nie naśladują). A po trzecie, mamy przecież grudzień, więc podciąganie kursów na koniec roku jest czymś naturalnym, a przynajmniej tak się przyjęło. Wykres indeksu cenowego (stabilny wzrost na nowe szczyty od półtora miesiąca) najlepiej pokazuje, o co w tym wszystkim chodzi. Tym samym dalej idziemy ścieżką wyrysowaną przez zeszłoroczny wykres WIG20. Czy fundusze wytrzymają ten schemat do końca roku?
Kazus Sobotki
Ostatnia sesja ubiegłego tygodnia sugeruje, że tak. Mowa tutaj, oczywiście, o piątkowym spekulacyjnym skokowym podniesieniu WIG20 w ostatniej godzinie sesji. Dzięki koszykom kupna na spółkach z indeksu, kurs rozliczeniowy wygasających kontraktów podniesiony został o 20 pkt. Na takiej sesji fundusze robią fajerwerki, a w świątecznym okresie bardzo niskich obrotów miałyby nie "zadbać" o indeksy? Wartość portfeli akcji jest znacznie większa niż kontraktów.
Wielu indywidualnych inwestorów po piątkowej sesji zgłaszało się do mnie z wielkim oburzeniem na takie manipulacje. Niestety, mamy tutaj "kazus Sobotki". Etyczne działanie funduszy niektórzy uznają za naganne z punktu widzenia indywidualnych inwestorów, ale prawnie jest to nie do ruszenia. Zawsze są równi i równiejsi. Czy można się przed takimi dziwnymi ruchami zabezpieczyć? Tak - wystarczy wcześniej rolować pozycję na nową serię.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że na tym ruchu zapewne ucierpieli głównie mali indywidualni inwestorzy. Po pierwsze, duzi gracze od początku tygodnia "setkami" właśnie rolowali pozycje, a po drugie od połowy września do połowy listopada mieliśmy ekstremalnie rozciągniętą ujemną bazę, a jej wartość zawsze oddaje nastawienie indywidualnych inwestorów. Zapewne większość z nich pozostała na stratnych pozycjach do połowy grudnia, a któryś z dużych graczy wykorzystał to do hedgingu (long hedge). Stawiałbym na BRE mający trzeci udział w obrotach kontraktami i którego kurs nie brał udziału w piątkowym koszykowym byczym rajdzie.