Reklama

USA atrakcyjniejsze od emerging markets

Jeśli ktoś śledził piątkową sesję to może stwierdzić, że niezależnie od tego, co będzie się dziać na światowych rynkach, fundusze ustawią sobie kursy polskich spółek na koniec roku na dowolnie wybranych poziomach. Dopiero w styczniu na rynek wrócą zagraniczni inwestorzy i wraz ze wzrostem obrotów pozwoli to ocenić faktyczną kondycję rynku.

Publikacja: 19.12.2005 09:03

Ostatnie dwa tygodnie wciąż przypominały o tym, że wszystkie fundusze chcą wzrostu w grudniu. Gdy na rynek spływają pozytywne informacje, szybko wykorzystywane jest to do podciągania kursów. Gdy nastroje nie sprzyjają wzrostowi, mamy mocny spadek obrotów i uśpienie rynku. Nikt z dużych inwestorów nie stoi po stronie sprzedaży. Wciąż na GPW obowiązuje "zmowa bierności podaży", a możliwe jest to z kilku powodów. Po pierwsze, na warszawskim parkiecie aktywność wyraźnie ograniczyły zachodnie fundusze. Widać to zarówno w bardzo luźnej korelacji z rynkami regionu, jak i wartości pojedynczych transakcji - nie ma dużych wymian na ulubionych przez zagranicę spółkach. Kilka największych krajowych instytucji może teraz w takim układzie z rynkiem zrobić wszystko. Po drugie, zachodnie parkiety biją rekordy hossy (choć pozostałe rynki naszego regionu tak chętnie tego nie naśladują). A po trzecie, mamy przecież grudzień, więc podciąganie kursów na koniec roku jest czymś naturalnym, a przynajmniej tak się przyjęło. Wykres indeksu cenowego (stabilny wzrost na nowe szczyty od półtora miesiąca) najlepiej pokazuje, o co w tym wszystkim chodzi. Tym samym dalej idziemy ścieżką wyrysowaną przez zeszłoroczny wykres WIG20. Czy fundusze wytrzymają ten schemat do końca roku?

Kazus Sobotki

Ostatnia sesja ubiegłego tygodnia sugeruje, że tak. Mowa tutaj, oczywiście, o piątkowym spekulacyjnym skokowym podniesieniu WIG20 w ostatniej godzinie sesji. Dzięki koszykom kupna na spółkach z indeksu, kurs rozliczeniowy wygasających kontraktów podniesiony został o 20 pkt. Na takiej sesji fundusze robią fajerwerki, a w świątecznym okresie bardzo niskich obrotów miałyby nie "zadbać" o indeksy? Wartość portfeli akcji jest znacznie większa niż kontraktów.

Wielu indywidualnych inwestorów po piątkowej sesji zgłaszało się do mnie z wielkim oburzeniem na takie manipulacje. Niestety, mamy tutaj "kazus Sobotki". Etyczne działanie funduszy niektórzy uznają za naganne z punktu widzenia indywidualnych inwestorów, ale prawnie jest to nie do ruszenia. Zawsze są równi i równiejsi. Czy można się przed takimi dziwnymi ruchami zabezpieczyć? Tak - wystarczy wcześniej rolować pozycję na nową serię.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że na tym ruchu zapewne ucierpieli głównie mali indywidualni inwestorzy. Po pierwsze, duzi gracze od początku tygodnia "setkami" właśnie rolowali pozycje, a po drugie od połowy września do połowy listopada mieliśmy ekstremalnie rozciągniętą ujemną bazę, a jej wartość zawsze oddaje nastawienie indywidualnych inwestorów. Zapewne większość z nich pozostała na stratnych pozycjach do połowy grudnia, a któryś z dużych graczy wykorzystał to do hedgingu (long hedge). Stawiałbym na BRE mający trzeci udział w obrotach kontraktami i którego kurs nie brał udziału w piątkowym koszykowym byczym rajdzie.

Reklama
Reklama

Atrakcyjna Ameryka

Zapomnijmy jednak o tych ciekawostkach i wróćmy do ważniejszych wydarzeń. Oczywiście, poza wylosowaniem Chelsea i Barcelony najważniejszą wiadomością ostatniego tygodnia mogą okazać się dane o napływie zagranicznego kapitału do USA. Wiadomość tę zupełnie przyćmiła zmiana "wordingu" w komunikacie Fed, ale z punktu widzenia emerging markets powinien być to sygnał ostrzegawczy w obliczu rozpoczęcia nowego roku kalendarzowego, a więc i zapewne przetasowań w portfelach globalnych funduszy. W październiku do USA napłynął kapitał netto w rekordowej wysokości 106,8 mld USD, a wrzesień skorygowano na 101,7 mld USD. W ostatnich pięciu latach miesięczna średnia wynosiła 54,4 mld USD. Tyle wystarczyło, by sfinansować gigantyczne amerykańskie deficyty. Co tak wyraźnie poprawiło atrakcyjność amerykańskiego rynku? Wzrost gospodarczy dwukrotnie wyższy od Eurolandu (w III kw. wzrost najszybszy ze wszystkich państw G7) oraz przede wszystkim coraz wyższe stopy procentowe, które po rekordowym 1% wzrosły już do 4,25%. Mimo złagodzenia retoryki Fed końca cyklu podwyżek należy oczekiwać w pierwszej połowie przyszłego roku na poziomie 4,75%. Według amerykańskich historycznych standardów można by ten poziom uznać za "neutralny", ale w porównaniu z resztą świata staje się już teraz magnesem przyciągającym kapitał (co nie zawsze jest jednoznaczne ze wzrostem cen akcji!).

Warto przy tym zwrócić uwagę zarówno na to, kto wysyła dolary do Ameryki, jak i gdzie je lokuje. Oczywiście, największy kredyt USA zaciągnęły w Azji, ale zarówno Japonia, jak i Chiny ograniczają teraz swoje inwestycje za oceanem. Japonia w październiku sprzedała amerykańskie papiery skarbowe za 5,7 mld USD, a Chiny za 4,6 mld USD. Systematycznie od wielu miesięcy to źródło finansowania zastępują Karaiby (+10,6 mld USD), czyli fundusze hedgingowe z całego świata. My wolelibyśmy widzieć te pieniądze na emerging markets. Wzrosła też rola państw OPEC (+9,2 mld USD), którym rekordowe ceny ropy przyniosły górę petrodolarów. Oczywiście, większość płynącego do USA kapitału inwestowana jest w obligacje, ale w tych dwóch miesiącach nastąpił wyraźny przełom, jeśli chodzi o rynek akcji. W październiku na rynku akcji zagraniczni inwestorzy ulokowali 10,6 mld USD i był to trzeci wynik w tym roku. Rekord padł miesiąc wcześniej. Widać bardzo wyraźnie, że globalne fundusze zmieniają nastawienie do amerykańskiego rynku, a to może oznaczać, że w przyszłym roku nie będą ryzykować, szukając ponadprzeciętnych zysków na rozgrzanych emerging markets.

Chiński eksport zwolni

Temat, oczywiście, jest trochę bardziej skomplikowany i proszę nie sądzić, że na podstawie jednych danych można prognozować koniunkturę na poszczególnych rynkach. Ceny surowców, kursy walutowe, polityka i dziesiątki pozostałych zmiennych będą decydować o stosunku ryzyka do potencjalnego zysku na poszczególnych giełdach. Sytuacja przecież diametralnie zmieniłaby się w momencie, gdyby ceny surowców skończyły trwającą już cztery lata hossę (uwaga w poniedziałek na spółki paliwowe po piątkowej przecenie ropy), załamałby się rynek nieruchomości w USA (dane we wtorek i piątek) lub dolar wobec euro wbrew ostatnim prognozom największych banków zacząłby w przyszłym roku dynamiczne osłabienie.

Przed słabością amerykańskiej waluty dalej przestrzega historyczna korelacja z dynamicznie rosnącym złotem. Jednak głównym impulsem wciąż pozostają amerykańskie bliźniacze deficyty, które przy wspomnianym wyżej ogromnym napływie kapitału do USA bez problemu zostaną sfinansowane, ale jak widać na załączonych wykresach, problem wciąż narasta i z czasem rynki finansowe mogą powiedzieć "dość". Podany w środę deficyt handlowy wzrósł do rekordowych 68,9 mld USD w październiku i to mimo silnego spadku cen ropy w tym miesiącu. Co gorsza, deficyt w wymianie z Chinami wzrósł do rekordowych wartości 20,5 mld USD w październiku i w tym roku wynosi już 166,8 mld USD (w zeszłym roku 131,1 mld USD do października). Tylko te jedne dane powodują, że prognozę wzrostu gospodarczego w USA w czwartym kwartale należy zredukować z 3,4-3,5% do co najwyżej 3,0-3,1%. Znacząca różnica.

Reklama
Reklama

Gdyby ta strukturalna nierównowaga gospodarki USA zaczęła się pogłębiać, to globalne fundusze nie rzucą się do zakupów dolarowych aktywów. Jest jednak też światełko w tunelu. Chiny podały już dane o eksporcie za listopad. Od połowy 2002 r. aż do października tego roku średnia miesięczna dynamika wzrostu eksportu wynosiła w Chinach oszałamiających 26% r/r. W październiku było prawie 30% r/r, a dane za listopad pokazują jedynie 18,4% r/r. Niedokładność chińskich statystyków (normalne), czy też jednak już efekty kombinacji wzrostu stóp procentowych w USA i czerwcowej rewaluacji juana? To drugie dla USA byłoby zbawienne. Dane za kolejne miesiące poznamy dopiero na początku przyszłego roku.

Merry Christmas

Oczywiście, na najbliższe dwa tygodnie wskazówka dla inwestorów może być tylko jedna - nie przejadać się na święta, choć po takiej hossie większość będzie mieć Jak wspomniałem na początku, fundusze mogą na koniec roku wyrzeźbić dowolny poziom indeksu. Te ostatnie dwa tygodnie 2005 r. z punktu widzenia jakiejkolwiek analizy są analogiczne do ostatniej godziny piątkowej sesji. Tymczasem będzie wprawdzie sporo ważnych danych i środowy komunikat RPP (w poniedziałek produkcja przemysłowa, która rozstrzygnie losy ewentualnej obniżki stóp - ja jej nie oczekuję), ale na reakcję przyjdzie czas dopiero w styczniu, gdy do aktywniejszego handlu powrócą zagraniczne fundusze. Wtedy poznamy faktyczną kondycję rynku.

Jeśli patrzeć na wskaźniki analizy technicznej, należałoby oczekiwać, że po window dressing początek roku przyniesie mocną korektę. Zresztą podobnie jak w 2005 r. Na prawie wszystkich wskaźnikach notujemy wyraźne negatywne dywergencje. RSI dla WIG20 jest wciąż poniżej szczytów z połowy września, mimo że indeks już je pokonał. Zresztą wskaźnik od początku grudnia nie zaliczył żadnego nowe maksimum. Na MACD również wyraźne negatywne dywergencje (także na histogramie). Do tego ATR spada systematycznie od połowy listopada. Wszystko to sugeruje, by zachować ostrożność. Tylko ostrożność, bo sygnałów sprzedaży żadnych jeszcze nie było, a wręcz przeciwnie - wszystko teraz sprzyja bykom. Mimo że ja widzę spory problem w kontynuacji tej hossy w przyszłym roku, to siła trendu jest tak duża, że wynieść nas może na nawet mocno nieracjonalne poziomy.

Opróżnić portfel z akcji będzie można dopiero po wejściu rynku w prawdziwą euforię (na pewno Państwo to zauważą), przełamaniu ważnych wsparć (październikowe dołki) czy wyraźnym dniu odwrotu, choć ten przy tak niskiej zmienności i obrotach w najbliższych dwóch tygodniach na pewno nie wystąpi.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama