Wczorajsze rozmowy w Moskwie między premierami Rosji i Ukrainy, Michałem Fradkowem i Jurijem Jechanurowowem, w sprawie dostaw gazu do byłej republiki ZSRR nie przyniosły porozumienia. Według agencji Interfax, negocjacje będą kontynuowane na szczeblu Gazpromu
i Naftohazu.
Przypomnijmy, że impas trwa od kilku miesięcy. Teraz Ukraina kupuje gaz z Rosji po 50 USD za 1000 m sześc., ale Gazprom chce stawki urynkowić. Wcześniej mówiono o podwyżce od przyszłego roku do 160 USD za 1000 m sześc. Ostatnio jednak wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew zapowiedział podniesienie ceny do 220-230 USD za tę samą objętość błękitnego paliwa. Rosyjski potentat domaga się też wyższych stawek od odbiorców w innych byłych republikach radzieckich - w Gruzji, Mołdawii, Litwie czy Łotwie.
Jedynym wyjątkiem jest Białoruś. Białoruski premier Siarhiej Sidorski, podobnie jak ukraiński, też spotkał się wczoraj w Moskwie z przywódcą rządu Rosji. Efekt był jednak zgoła odmienny. - Białoruś będzie kupować w przyszłym roku rosyjski gaz po dotychczasowej cenie - oświadczył po spotkaniu Sidorski. Gazprom dostarczy na Białoruś 21 mld m sześc. gazu po 46,68 USD za 1000 m sześc.
PAP