Roczna inflacja obniżyła się w listopadzie do 1,0% z 1,6% miesiąc wcześniej. "Niska inflacja w listopadzie może sygnalizować, iż jej powrót do celu nastąpi później niż oceniano w czasie poprzednich posiedzeń" - stwierdziła RPP w komunikacie po posiedzeniu. Według prezesa Leszka Balcerowicza, pełniejsza ocena perspektyw inflacyjnych będzie możliwa w styczniu. Wtedy zostanie opublikowana nowa projekcja inflacji.

L. Balcerowicz zwracał uwagę, że listopadowy spadek inflacji był związany przede wszystkim z taniejącą żywnością. To skutek blokady eksportu do Rosji oraz "efektu ptasiej grypy" - mniejszego popytu na drób. Obniżki cen są również związane z tzw. świńską górką - zwiększoną podażą wieprzowiny. Żywność będzie tania jeszcze przez kilka miesięcy. - Wpływ sił, które oddziałują na niskie ceny żywności, zaniknie około września przyszłego roku - stwierdził przewodniczący RPP, powołując się na analityków banku centralnego.

Zdaniem Larsa Christensena, ekonomisty Danske Banku, rada miała trzy powody, które powstrzymały ją przed obniżką stóp. Mniejszościowy rząd daje mniejsze nadzieje na równoważenie budżetu niż można się było spodziewać przed wyborami. Pewien wpływ na decyzje naszej rady ma to, że stopy procentowe podnoszą zarówno Fed, jak i Europejski Bank Centralny. Wreszcie, najnowsze dane z rynku pracy oraz o produkcji przemysłowej sugerują, że w przyszłym roku może pojawić się presja inflacyjna.

Roczny wzrost zatrudnienia był w listopadzie najwyższy w tym roku, a płace w dużych firmach od dwóch miesięcy rosną w tempie przekraczającym 6%. Jednak pierwszy raz od wielu miesięcy ani w komunikacie, ani w wypowiedziach członków RPP po posiedzeniu nie pojawiła się obawa o tzw. efekty drugiej rundy, czyli wzrost żądań płacowych w następstwie wzrostu inflacji.