Zaskakująco wzrosła aktywność inwestorów na warszawskim parkiecie w ubiegłym tygodniu, a w zasadzie w pierwszej połowie tygodnia. Wydawało się, że okres przedświąteczny raczej uśpi inwestorów, a wielka gra o "bonus" rozpocznie się po świętach, a tu taki ruch. Widać "gołym okiem", że zarządzający funduszy walczą o wysokie premie. Nieistotna jest w tym momencie koniunktura na rynkach kojarzonych z Polską. Gładko indeksy giełdowe poprzebijały historyczne szczyty, a WIG20 nadspodziewanie łatwo został skazany na ruch w kierunku 3000 punktów. Wreszcie Budapeszt jest słabszy od Warszawy! Uff, długo trwało, zanim inwestorzy zagraniczni połapali się, że Polska to lepszy kraj do inwestycji!
No właśnie, ale czy oby za ostatnimi zakupami stali inwestorzy zagraniczni? Nie sądzę. Mimo że na wtorkowej sesji obroty były duże (przy wzroście indeksów), to jednak nie przeceniałbym tego faktu. Doszło do kilkunastu "crossów". Duże wymiany akcji, szczególnie na TP, spowodowały ten nagły skok obrotów. Stabilne zachowanie giełd zachodnich i wręcz spadki na rynkach wschodzących sugerują, że sprawcą "wtorku cudu" był w dużej mierze kapitał krajowy. To nie jest dobre, gdyż polskie instytucje, moim zdaniem nie są w stanie zapewnić rynkowi stabilnego wzrostu. Bez udziału zagranicy jest to mało prawdopodobne.
Zadziwiająca jest w ostatnim czasie zgodność analityków, że pierwsze półrocze 2006 roku to kontynuacja zwyżki, a po półroczu lepiej akcji nie mieć. Przynajmniej wiemy już, jak prawdopodobnie nie będzie. Kłopot w tym, że coraz częściej się mówi o spadkowym styczniu, co mi zdecydowanie nie jest na rękę. To był mój scenariusz. Wprawdzie zakładam słabsze pierwsze półrocze, co jest na razie ewenementem, to jednak będę musiał zrewidować swoje poglądy co do stycznia. Może nie będzie aż tak źle. Tymczasem czeka nas zapewne jeszcze jeden wzrostowy tydzień. Praca z ubiegłego tygodnia nie może "pójść na marne". Jeszcze tylko spółki paliwowe nie poszły do góry, więc to potencjalni kandydaci do wzrostu.