Komentarze analityków przepełnione są prognozami, rekomendacjami i ogólnymi przypuszczeniami na temat przyszłości. Często prognozy nie posiadają głębszego uzasadnienia, ale podawane tonem poważnym dają złudzenie, że autor posiadł nieziemską wiedzę. Tak jest np. ze stwierdzeniem: "Wydaje się bardzo prawdopodobne, że giełda będzie kontynuować trend wzrostowy, bo nie widać powodów świadczących za jej spadkiem". Nie ma powodów do spadku - to jest jakiś argument. Analitykom zdarzają się trafienia, wówczas autor nie omieszka o nich przypomnieć, przekonuje więc: "zgodnie z moją wcześniejszą prognozą rynek spadł...". I co z tego - skoro nikt nie sprzedał akcji, bo nie wierzył, że tak się stanie.

Dla analityków chcących podzielić się przewidywaniami co do przyszłości nadeszły ciężkie czasy. Minister Finansów podpisał w październiku rozporządzenie, które ma na celu regulowanie wróżbiarstwa giełdowego. Teraz każda informacja, sugerująca pośrednio określone zachowanie inwestycyjne jest rekomendacją. Zatem nie tylko zwrot: "kup pan cegłę" jest wyraźnym zaleceniem, jak się zachować w ciemnej ulicy, ale jest nim także bardziej wyrafinowane stwierdzenie: "brak cegły w kieszeni może narazić szanownego pana na utratę zdrowia lub życia". Teraz, żeby zachęcić do kupna cegieł, zgodnie z prawem, musi opracować rekomendację, w której zostaną zawarte liczne informacje, a sama cegła wyceniona będzie co najmniej dwiema metodami. Rekomendacja musi spełniać określone, trudne do utrzymania kryteria. A teraz mało kto jest przyzwyczajony do pracy według takich standardów.

Co zatem analitykom zostało? Albo zamilknąć, albo sporządzać profesjonalne rekomendacje. Czyli najpierw wykonać dużą pracę badawczą, a dopiero później o niej głośno rozpowiadać. Oczywiście, mogą się pojawić zwolennicy trzeciej drogi. Ich komentarze mogą stać się bardziej barwne, a od czytelników będą wymagać więcej wysiłku. Tak jak kiedyś barwne były reklamy alkoholi, np. słynna łódka, która łódką nie była..., czy piwo bezalkoholowe, które też nieźle bujało... W języku giełdowym mogą pojawić się podobne substytuty, zamiast: "wydaje się że akcje będą zwyżkować" - "technicznie opór znajduje się na poziomie 6 proc. nad dzisiejszym zamknięciem". Co dziś może znaczyć, że giełda wzrośnie jeszcze 6 proc.?

Może się też pojawić spychologia. Jeżeli myślimy podobnie, jak znany gracz na rynku prognoz, to zawsze można skonstruować zdanie: "osobiście zgadzam się ze daniem głównego ekonomisty banku XYZ, który spodziewa się wkrótce silnego spadku indeksów". A czy za tym stoi praca wykonana właściwie dla rekomendacji, niech się już martwi cytowany ekonomista.

Ale po co szukać trzeciej drogi? Nie lepiej wziąć się do pracy i przygotować solidne rekomendacje? Jeżeli ktoś je zauważy, to analityk może na nich solidnie wypłynąć. Takich osób, znanych chociażby z łam PARKIETU, jest wiele. Jeżeli nie dopracujemy analiz sporządzanych nad Wisłą, to i o centrum finansowym dla Europy Wschodniej będzie można zapomnieć. A jeśli nie pozwolimy wypłynąć własnym analitykom, to Londyn zasypie nas swoimi... Polakom pozostanie jedynie specjalizowanie się w hydraulice...