Ukraińcy straszą arbitrażem w Sztokholmie, nie chcąc się zgodzić na skokową podwyżkę cen surowca z 50 do 230 USD za 1000 m3. Według premiera Ukrainy Jurija Jechanurowa, podwyżka jest nie do zaakceptowania i sprowadza się do bezpośredniej gospodarczej presji na jego kraj. Państwowy Gazprom poddawany ma być politycznym naciskom Kremla. Według obliczeń Kijowa, Gazprom winien jest ukraińskiemu partnerowi - Naftohazowi Ukrainy - do 1,5 mld m3 gazu za tranzyt tego surowca na Zachód. Ukraina chce, by strona rosyjska uregulowała swe długi do 1 stycznia. Problem w tym, że 4/5 eksportowanego z Rosji na Zachód gazu przechodzi przez terytorium Ukrainy. Zakręcenie kurka Ukraińcom oznacza problemy także w Polsce.
Wczoraj, wobec braku porozumienia z Rosją, Jechanurow uprzedził, że ukraińskie społeczeństwo powinno oczekiwać wzrostu cen gazu. Rząd (docelowo akceptując urynkowienie) chce jednak uniknąć drastycznych podwyżek i skokowego dojścia do cen światowych - stąd środowe negocjacje na Kremlu z udziałem ukraińskiego ministra ds. energii Iwana Płaczkowa.