16 grudnia Sejm uchwalił dwie równoległe nowelizacje ustawy o świadczeniach rodzinnych: rządowa wersja zwiększa obowiązujący już zasiłek z tytułu urodzenia dziecka dla najbiedniejszych rodzin z 504 do 1000 zł. Na ten sam cel rząd zarezerwował w budżecie na 2006 r. 130 mln zł. Pomysł LPR polegał z kolei na przyznaniu "becikowego" każdej rodzinie, niezależnie od zarobków. Gdyby obie ustawy weszły w życie, uboga matka mogłaby więc liczyć w sumie na 2 tys. zł. To zaś wymusiłoby na rządzie wygospodarowanie dodatkowych 350-360 mln zł (w 2004 r. w Polsce urodziło się bowiem 356 tys. dzieci).

Aby temu zapobiec, PiS przeforsował w Senacie poprawkę, która stanowi, że to samorządy będą decydować o przyznaniu dodatku, one też znajdą na niego pieniądze. Tyle tylko, że zmiana ta nie przeszła w Sejmie. Zdecydowała o tym postawa Platformy Obywatelskiej, do wczoraj krytykującej jeszcze sam pomysł "becikowego". Partia zagłosowała przeciwko poprawce - podobnie jak LPR, Samoobrona, SLD i PSL. - Będzie coraz częściej widać, że rząd, mimo wyraźnej przewagi PiS, nie dysponuje większością do przeprowadzania własnych projektów - mówił lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk. - Rząd jest mniejszościowy. W każdej chwili można podstawić mu nogę albo przykryć go czapką - przyznał Tadeusz Cymański (PiS), koordynujący prace nad obiema ustawami. Również lider Samoobrony Andrzej Lepper komentował, że głosowanie było "zimnym prysznicem" dla rządzącej partii.

Nie wiadomo jeszcze, skąd gabinet K. Marcinkiewicza weźmie pieniądze na podwójne "becikowe". - Budżet jest bardzo napięty. Będziemy się przyglądać wydatkom i dodatkowym możliwościom zwiększenia dochodów - stwierdziła tylko minister finansów Teresa Lubińska. MF poinformowało wieczorem, że przyjęte zmiany systemu świadczeń socjalnych będą kosztować łącznie 1,5 mld zł.

PAP, Reuters