Nawet ponad 516 USD płacono w mijającym tygodniu (w środę) za uncję złota, a to oznacza, że kruszec znów podrożał. W tym roku droższy był tylko przez pięć sesji przed dwoma tygodniami - wówczas kosztował najwięcej od prawie ćwierćwiecza.

Analitycy nie wykluczają, że cena wkrótce będzie testować niedawne szczyty. Po czterech sesjach zwyżki, wczoraj jednak lekko poszła w dół. Po południu w Londynie za uncję płacono 512,7 USD, czyli o 4 USD mniej niż w środę.

W całym roku złoto zdrożało o ok. 17% - okazało się jednym z najbardziej rentownych aktywów - i był to piąty z kolei rok zwyżki. Wśród analityków panuje opinia, że także przyszły rok będzie stać pod znakiem złotej hossy. Mówi się, że za uncję będzie trzeba płacić nawet powyżej 600 USD. Coraz szerszy krąg inwestorów przekonuje się do złota jako inwestycji znacznie bezpieczniejszej od akcji czy obligacji. Eksperci podkreślają, że w złoto zaczęli lokować pieniądze inwestorzy indywidualni, małe spółki czy fundusze. To powinno nakręcać koniunkturę.

W minionym tygodniu napłynęła wiadomość z Chin, że kraj ten myśli o zwiększeniu rezerw kruszca do 2500 ton, z 600 ton wykazywanych teraz. W ten sposób Państwo Środka stałoby się piątym posiadaczem złota na świecie, po USA, Niemczech, Międzynarodowym Funduszu Walutowym i Francji. Teraz, według World Gold Council, jest na 10. pozycji. Podwojenie rezerw zapowiedział w listopadzie bank centralny Rosji, złota chcą też dokupić RPA i Argentyna. Także "tradycyjni" inwestorzy widzą w nim więc pewną lokatę.