Reklama

Fuzje pomogą inwestorom

Ekonomiści i analitycy są na ogół zgodni, że w 2006 r. światowa gospodarka będzie rozwijać się nieco szybciej niż dotychczas. W ostatnich miesiącach okazało się bowiem, że podstawy wzrostu gospodarczego są bardziej solidne, niż wydawało się jeszcze na wiosnę. Wyniki w najważniejszych krajach i regionach dowiodły też większej, niż oczekiwano, odporności gospodarki na wzrost cen ropy naftowej.

Publikacja: 31.12.2005 07:44

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w najnowszym raporcie podniosła prognozy wzrostu krajów członkowskich, a więc 30 najbogatszych państw na świecie. W przyszłym roku gospodarka tego ugrupowania ma rozwinąć się o 2,9%, czyli o 0,1 pkt proc. więcej, niż prognozowano w maju i więcej od 2,7% spodziewanych w 2005 r. Rozwijający się handel, niskie stopy procentowe i ożywienie wydatków konsumpcyjnych mają przyczynić się też do 2,9-proc. tempa wzrostu w 2007 r.

Autorzy raportu OECD wyrazili też przekonanie, że Europejski Bank Centralny potrzebuje informacji o wyraźnym wzroście popytu, by pozwolić sobie na podniesienie stóp z poziomu najniższego od 60 lat. Raport ten opublikowano przed grudniową decyzją EBC o podniesieniu stóp o 25 pkt bazowych, co tym bardziej potwierdza oczekiwania i zapowiedzi, że nie był to początek serii podwyżek jak w USA, a jedynie jednorazowe posunięcie, zmierzające do uśmierzenia inflacji przekraczającej docelowy pułap 2%.

Wzrost w strefie euro jest bowiem na razie tak kruchy (poza Irlandią, której PKB kolejny raz wzrośnie o 5%), że przedwczesne zacieśnienie polityki monetarnej może okazać się poważnym błędem.

Zdaniem OECD, Bank Japonii powinien najpierw upewnić się, czy "wyjście z deflacji jest trwale zabezpieczone", zanim zrezygnuje z utrzymywanej od 4,5 roku polityki zerowych stóp. Natomiast zwiększający się popyt w Stanach Zjednoczonych i rosnące ceny zmuszą Fed do dalszego podnoszenia stóp aż do poziomu 4,75% - uważa OECD.

Wprawdzie Chiny nie są jej członkiem, ale OECD monitoruje ich gospodarkę ze względu na jej znaczenie dla świata. Organizacja przewiduje, że produkt krajowy brutto Chin w mijającym roku wzrósł o 9,3%, a w przyszłym zwiększy się o 9,4%. Przy okazji autorzy raportu wezwali chiński rząd, by zezwolił na aprecjację waluty.

Reklama
Reklama

Są też zagrożenia

Korzystne są prognozy OECD dla naszego regionu. PKB Polski ma w przyszłym roku wzrosnąć o 3,7%, a w 2007 r. o 4,3%. Czesi, Słowacy i Węgrzy odnotują jeszcze szybsze tempo zwyżki. W Czechach OECD prognozuje zacieśnienie polityki pieniężnej. Węgrzy będą w stanie doprowadzić do spadku inflacji, ale niepokój analityków z Paryża budzi kondycja ich budżetu. Rząd w Budapeszcie zapowiada znaczącą obniżkę deficytu. Gdyby jednak do tego nie doszło, to OECD przewiduje ponowny wzrost stóp procentowych. Najlepiej daje sobie radę Słowacja, gdzie perspektywa rychłego wprowadzenia euro wcale nie wyhamowuje wzrostu gospodarczego. W 2007 r. ma on wynieść aż 6,2%.

OECD uważa, że cała Europa, również strefa euro, powoli wychodzi z gospodarczej rekonwalescencji. Dla scenariusza szybkiego rozwoju jest jednak kilka zagrożeń. Wśród nich wymienia się, oprócz wysokich cen ropy naftowej i możliwości ich ponownego wzrostu, brak równowagi na rachunkach bieżących. Autorzy raportu nie ukrywają, że poważnie niepokoją ich kłopoty krajów członkowskich dotyczące redukcji deficytu budżetowego i długu publicznego. Problem ten staje się coraz poważniejszy zwłaszcza w sytuacji, gdy większość europejskich społeczeństw szybko się starzeje. Inne zagrożenie to wielkie nadwyżki handlowe w Japonii i w Chinach i równie znaczący deficyt w Stanach Zjednoczonych.

Gospodarka odporna

na wstrząsy

Międzynarodowy Fundusz Walutowy publikuje swoje prognozy dwa razy w roku - wiosną i jesienią. Wrześniowa prognoza uznawana jest jednak za ważniejszą, gdyż ogłaszana jest przy okazji szczytu światowych finansów - wspólnego posiedzenia MFW, Banku Światowego i prezesów banków centralnych z całego niemal świata. Najważniejszą konkluzją tegorocznego wrześniowego raportu było stwierdzenie, że światowa gospodarka okazała się wyjątkowo odporna na wszelkie wstrząsy. - Epidemie, pogodowe katastrofy, a nawet gwałtownie rosnące ceny ropy naftowej spowodowały tylko niewielkie zakłócenia w krajobrazie zdrowego wzrostu gospodarczego - powiedział główny ekonomista MFW Raghuram Rajan.Inflacja, jego zdaniem, jest pod kontrolą, sytuacja na rynkach finansowych nie budzi niepokoju, koszty kredytu są niskie. Jako największe zagrożenia fundusz wymienił deficyty rachunków obrotów bieżących i budżetowe, zwiększanie się różnic między poszczególnymi regionami świata i wreszcie stale drożejącą ropę naftową. Podkreślił jednak, że ryzyko wynikające z coraz wyższych kosztów energii jest cały czas skrupulatnie monitorowane w krajach importujących ten surowiec.

Reklama
Reklama

Jako wielce rozczarowującą MFW określił sytuację w strefie euro, gdzie praktycznie, zwłaszcza w pierwszym półroczu, panowała stagnacja, a w większości krajów wstrzymano reformy. Na tym tle za zaskakującą uznano dobrą koniunkturę niemieckiego eksportu, co zdaniem MFW, było wynikiem właśnie pierwszych nieśmiałych prób wprowadzenia korzystnych zmian w gospodarce tego kraju.

Nasz region wrażliwy

na drogą ropę

Ryzyko osłabienia wzrostu gospodarczego z powodu wysokich cen energii jest w opinii MFW szczególnie duże w krajach Europy Środkowej i państwach bałtyckich, które w 2004 r. wstąpiły do Unii Europejskiej. Inne zagrożenie dla nich to sytuacja w krajach starej Unii, która może znacznie utrudnić rozwój eksportu. Szkodliwy dla perspektyw tego eksportu jest też wzrost kursów walut nowych krajów członkowskich i przygotowujących się do wstąpienia. Jest to niebezpieczne dla prognoz rozwojowych, zwłaszcza w kontekście wciąż niskiego popytu wewnętrznego.

Kolejne niebezpieczeństwa w tym regionie to praktycznie we wszystkich krajach, (poza Polską) bardzo szybki przyrost kredytów konsumpcyjnych. Dotyczy to zwłaszcza krajów bałtyckich, Węgier, Bułgarii i Rumunii. Ten wzrost może wkrótce zmienić się w boom kredytowy, co z kolei grozi kryzysem finansowym na wschodzących rynkach. Fundusz wskazuje, że najchętniej pożyczane jest euro. Nie obawia się przy tym, że zaszkodzi to bankom, które uważa za bardzo dobrze przygotowane na taką ewentualność. W tej sytuacji MFW zaleca władzom nowych krajów członkowskich Unii wzmocnienie nadzoru, także w celu uniknięcia nieprawidłowości na rynkach nieruchomości.

Rosja przyspieszy

Reklama
Reklama

Sytuację w Rosji MFW określił jako niekorzystną i aż o punkt procentowy, do 6%, obniżył prognozę tempa wzrostu PKB w tym kraju. Uzasadnił to wieloletnimi opóźnieniami inwestycyjnymi w przemyśle surowcowym i zmniejszeniem napływu kapitałów z zagranicy spowodowanym odstraszeniem inwestorów awanturą wokół Jukosu. Tak było we wrześniu. Natomiast tuż przed świętami amerykański bank inwestycyjny Merrill Lynch opublikował prognozę, w której spodziewa się przyspieszenia tempa wzrostu gospodarczego w Rosji do 7% w przyszłym roku, z 6,4% w mijającym. Bank uzasadnia swój optymizm zapowiedzią zwiększenia aż o 20% rządowych wydatków, co powinno spowodować podniesienie płac, a w rezultacie wzrost wydatków konsumpcyjnych. "W tej sytuacji zapewne umocni się rola popytu wewnętrznego jako głównego stymulatora wzrostu" - napisano w najnowszym raporcie Merrill Lynch. Temu wzrostowi napędzanemu przychodami z eksportu drogiej ropy naftowej i innych surowców nadal będzie jednak towarzyszyć bardzo wysoka inflacja. Prawdopodobnie nie uda się jej zmniejszyć poniżej 10%. Na koniec tego roku była prognozowana na poziomie 11,5%. Za rok ma wynosić 10,8%.

Komisja Europejska

podniosła prognozy

Komisja Europejska co kwartał publikuje raporty o stanie gospodarki tego regionu i jej perspektywach. W najnowszym, grudniowym raporcie KE podniosła prognozę wzrostu dla strefy euro, zapewniając, że dwanaście tworzących je krajów będzie rozwijało się w tempie najszybszym od dwóch lat.

Gospodarka całej Unii Europejskiej w tym i przyszłym kwartale ma rozwijać się w tempie 0,6%, takim samym jak w okresie lipiec-wrzesień. Jest to tempo najszybsze od I kwartału 2004 r. Klaus Regling, szef departamentu gospodarczego Komisji, powiedział na konferencji prasowej w Brukseli, że "ożywienie w strefie euro nabiera rozmachu, stąd większy optymizm Komisji co do peRównież niezależni ekonomiści nabierają większego zaufania do perspektyw europejskiej gospodarki, gdyż wciąż duży popyt na jej eksport zaczyna owocować inwestycjami spółek na rynkach wewnętrznych. Ostatnio dwa amerykańskie banki inwestycyjne J.P.Morgan Chase i Morgan Stanley podniosły przyszłoroczne prognozy wzrostu dla tej strefy po dość wyraźnym jesiennym odbiciu ze stagnacji w I półroczu br.

Reklama
Reklama

Wzrostowi eksportu europejskich towarów sprzyja spadek kursu euro w stosunku do dolara o ponad 12% w tym roku, a także korzystne stopy procentowe. Eksport od dłuższego czasu był najważniejszym, jeśli nie jedynym czynnikiem stymulującym wzrost w strefie euro. Teraz zaczynają mu sekundować większe wydatki konsumpcyjne i krajowe inwestycje przedsiębiorstw. W takich warunkach Komisja podniosła prognozę przyszłorocznego wzrostu do 2,1%, ze spodziewanych w 2005 r. 1,3%. Takiego samego tempa oczekują oba wspomniane amerykańskie banki.

Lokujący pieniądze

też zyskają

Wszyscy są więc zgodni co do tego, że przyszły rok będzie dobry dla gospodarki na całym świecie. A co z tego będą mieć giełdowi inwestorzy? Otóż oddział inwestycyjny Deutsche Banku, który zarządza na zlecenie klientów kwotą 300 mld USD, spodziewa się wzrostu kursów europejskich akcji w 2006 r. Ma temu sprzyjać rozwój rynku fuzji i przejęć, a także rosnące zyski spółek.

W rezultacie indeks Dow Jones Stoxx 50, w skład którego wchodzą akcje największych europejskich spółek, ma wzrosnąć do 3800 pkt, co oznaczałoby dwucyfrową zwyżkę. Mniejszego wzrostu, rzędu 8%, analitycy DB spodziewają się dla rodzimego indeksu DAX, który na koniec przyszłego roku ma sięgnąć 5800 pkt.

Reklama
Reklama

Zyski europejskich spółek mają w przyszłym roku zwiększyć się średnio o 12%. Podobnego wzrostu analitycy spodziewali się w 2005 r., a w rezultacie przekroczy on zapewne poziom 25%.

Faworytem analityków z Deutsche Banku są na przyszły rok akcje japońskich spółek. W mijającym roku indeks Nikkei 225 zyskał 32% i na początku grudnia osiągnął 5-letnie maksimum. O dalszym dynamicznym rozwoju japońskiej gospodarki ma w przyszłym roku przesądzić rosnący popyt wewnętrzny.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama