- Sytuacja finansowa Polaków wyglądała w 2005 r. całkiem przyzwoicie. Tempo wzrostu dochodów było wyższe niż w 2004 r. - powiedział Piotr Bujak, ekonomista Banku Zachodniego WBK.
Jeśli brać pod uwagę sektor przedsiębiorstw, czyli firmy zatrudniające co najmniej 50 osób, to przez pierwsze trzy kwartały mieliśmy do czynienia ze wzrostem przeciętnego wynagrodzenia o ponad 3%. Fundusz płac rósł szybciej, bo jednocześnie utrzymywał się mniej więcej 2-proc. wzrost zatrudnienia. Sytuacja poprawiła się dodatkowo w październiku i listopadzie. Według GUS, w tych dwóch miesiącach przeciętna płaca w dużych firmach była o ponad 6% wyższa niż w analogicznym okresie 2004 r. Powód? Wypłaty premii w kilku dużych firmach. Październikowe dane zostały zaburzone przez nadzwyczajne wypłaty w Poczcie Polskiej i KGHM Polska Miedź, zaś duży wzrost w listopadzie był efektem przyspieszonej premii barbórkowej w kopalniach.
Konsumpcja rosła wolniej
Najnowsze dostępne dane dla całej gospodarki dotyczą trzeciego kwartału. Po dziewięciu miesiącach 2005 r. nominalne roczne tempo wzrostu wynagrodzeń wynosiło średnio 4,8%. W całym 2004 r. dochody pracujących zwiększyły się nominalnie o 3,8%. - Ostatni kwartał na pewno nie był gorszy od poprzednich, a to oznacza, że w całym roku wzrost był zapewne wyższy. W dodatku inflacja w 2005 r. była niższa niż rok wcześniej - dodał P. Bujak.
Jednak konsumpcja rosła w 2005 r. wolniej niż rok wcześniej. W pierwszej połowie 2004 r. realne tempo wzrostu spożycia indywidualnego lokowało się blisko 5%. Cały rok zamknął się 4-proc. wzrostem. Tymczasem w pierwszych dwóch kwartałach 2005 r. realna dynamika konsumpcji nie przekraczała 2%, a w trzecim osiągnęła 2,7%.