W ostatnich dniach minionego roku na rynek naftowy powróciła tendencja zwyżkowa. Impuls do wzrostu notowań dał spadek amerykańskich rezerw benzyny, wywołując niepokój, że mogą one nie wystarczyć, by pokryć zapotrzebowanie w nadchodzących miesiącach. Obawy te nasiliły doniesienia o zmniejszonym imporcie ropy oraz plany przeglądów technicznych w rafineriach, które przejściowo ograniczą produkcję.
Początek stycznia przyniósł jeszcze wyraźniejszy wzrost notowań. Tym razem główną przyczyną stał się rosyjsko-ukraiński spór dotyczący gazu ziemnego. Wstrzymanie przez kilka dni dostaw tego paliwa na Ukrainę, co odczuły także niektóre kraje UE, spowodowało wzrost jego cen na rynku światowym, pośrednio odbijając się na notowaniach ropy. Często oba paliwa wykorzystywane są bowiem wymiennie.
Pewien wpływ na zwyżkę notowań miało też pojawienie się na rynku funduszy inwestycyjnych, jak również obawy, że OPEC może w najbliższych miesiącach ograniczyć wydobycie. W Londynie cena ropy przekroczyła 61 USD za baryłkę, a w Nowym Jorku wzrosła do ponad 63 USD, tj. najwyższego poziomu od dwóch miesięcy.
Jednak zawarte w środę porozumienie, przywracające dostawy na Ukrainę rosyjskiego gazu, wpłynęło uspokajająco na rynek naftowy i notowania ropy zaczęły spadać. W Londynie gatunek Brent z dostawą w lutym kosztował wczoraj po południu 60,93 USD za baryłkę w porównaniu z 61,35 USD w końcu sesji wtorkowej i 57,64 USD w poprzednią środę.