Rok 2005 na wykresie S&P500 rozpoczął się od dwóch silnych spadków, które sprowadziły indeks z poziomu 1211,92 pkt do 1188,05 pkt. Był to początek mało udanych 12 miesięcy na amerykańskim rynku. Co prawda rok zakończył się bowiem prawie 3-proc. wzrostem, ale w zestawieniu np. z 27-proc. zwyżką niemieckiego DAX-a, S&P500 wypada po prostu słabo.
W zupełnie innych nastrojach rozpoczyna się 2006 rok. Pierwsze dwie sesje przynoszą bowiem wzrost indeksu szerokiego rynku z 1248,29 pkt do 1273,46 pkt. Tylko czy początek roku może być wyznacznikiem zmian w całym roku? Zdecydowanie nie. To za krótka próba. Znane na Wall Street powiedzenie mówi, że jaki styczeń, taki cały rok. Nie do końca to jest prawda, bowiem jeżeli prześledzić zachowanie S&P na przestrzeni ostatnich 75 lat, to łatwo obliczyć, że taka zależność nie miała miejsca w nieco ponad 26% przypadkach. Ostatnie spektakularne różnice miały miejsce w 2001 i 2003 roku. Przed pięcioma laty S&P500 zyskał w styczniu prawie 3,5%, żeby ostatecznie zakończyć rok 13-proc. stratą. W 2003 roku było to -2,9% i +26%.
Zważywszy jednak, że prawdopodobieństwo wystąpienia korelacji pomiędzy styczniem a całym rokiem jest wyraźnie większe od losowego, to twierdzenie można uznać za obowiązujące. Zwłaszcza że w 25% przypadków spośród tych nietrafionych prognoz różnice były kosmetyczne. Tak jak np. w ubiegłym roku, gdy S&P500 spadł w styczniu o 2,7%, a w całym roku zyskał 2,9%.
Oczywiście, nie można przełożyć pierwszych sesji w roku na handel w całym miesiącu. Niewątpliwie jednak dobre nastroje na rynku, zwłaszcza jeżeli są "podlane sosem" oczekiwanego końca podwyżek stóp przez Fed, zwiększają szanse na to, że styczeń zamknie się na plusie. Tym bardziej, że analiza techniczna wskazuje na wzrost. Dlatego też teraz trzeba założyć, że rok 2006 nie będzie zły dla amerykańskich indeksów. Czas na rewizję powyższych założeń przyjdzie z chwilą wygenerowania średnioterminowych sygnałów sprzedaży. Dla S&P500 takim sygnałem byłoby załamanie utrzymującej się od ponad 3 lat struktury coraz wyższych średnioterminowych dołków, a więc spadek poniżej poziomu 1176,84 pkt.