Reklama

Z administracji odchodzą fachowcy

Urzędnicy zajmujący się gospodarką, po kilku latach pracy na państwowym "garnuszku", przechodzą do sektora prywatnego. Najczęściej do firm, z którymi mieli styczność, nadzorując daną branżę. Rząd dopiero szuka pomysłów, jak temu zaradzić.

Publikacja: 07.01.2006 06:55

Od kilku lat urzędy zajmujące się gospodarką alarmują, że nie ma mowy o fachowej kadrze, ponieważ sektor prywatny oferuje specjalistom kilka razy wyższe zarobki. Problemem tym zajmuje się od listopada kilka osób z zespołu ds. realizacji programu "Tanie Państwo". Prace koordynuje sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Zbigniew Derdziuk. Ma kompetencje, by zmienić coś na lepsze. Projektował już systemy wynagrodzeń w międzynarodowej firmie konsultingowej Hay Group.

Jeszcze poczekamy

Za kilka miesięcy podzespół ogłosić ma szczegółowy plan reform. Zaproponuje m.in. opis obowiązków i wyceny pracy na konkretnych stanowiskach. - Dla wysokiej klasy specjalistów administracja chyba nie będzie konkurencyjna wobec sektora prywatnego. Ale wiele rzeczy jest do zmiany. Widzimy np. zbyt duże różnice w standardach pracy i płacach między poszczególnymi urzędami - przyznaje Piotr Tutak, zastępca szefa KPRM.

PARKIET prześledził ostatnie migracje w najważniejszych agendach rządowych, zajmujących się gospodarką. Jak się okazuje, co roku kilkadziesiąt osób wybiera pracę w sektorze prywatnym.

Świeży narybek

Reklama
Reklama

Problemy ze znalezieniem doświadczonej kadry ma Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty. Z ważnego Departamentu Rynku Telekomunikacyjnego odeszło tam w ostatnich dwóch latach 7 doświadczonych osób. Pracują u prywatnych operatorów albo w kancelariach prawnych, obsługujących telekomy. Ogólne zatrudnienie w DRT wzrosło w tym samym czasie o 21 osób. Jest to jednak głównie "świeży narybek". - Większość to młodzi pracownicy po studiach, którzy przez wiele miesięcy muszą nabywać doświadczenie, szczególnie w prowadzeniu postępowań międzyoperatorskich i pisaniu decyzji - przyznaje Jacek Strzałkowski, rzecznik URTiP.

Specjaliści od finansów

poszukiwani

Problemy z utrzymaniem wykwalifikowanych osób ma także Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Szczególnie dotkliwe braki ma zwłaszcza pion zajmujący się inżynierią finansową. W ciągu ostatnich dwóch lat odeszło z niego 13 osób. - Ci lepsi zrezygnowali sami - przyznaje Piotr Janczewski, do 19 grudnia ubiegłego roku zastępca Generalnego Dyrektora nadzorujący ten pion. Odchodzący ze znalezieniem pracy nie mają raczej problemów. Dowodzą tego losy np. byłego szefa GDDKiA, Dariusza Skowrońskiego, który po dymisji wrócił na dyrektorskie stanowisko w Budimeksie - jednym z liderów branży drogowej. Tyle tylko, że brak specjalistów powoduje m.in., że GDDKiA nie jest w stanie prowadzić negocjacji z koncesjonariuszami autostrad i międzynarodowymi bankami. Ratuje się, zatrudniając konsultantów prywatnych. Nie zawsze rzetelnych, jak wykazują raporty NIK.

Obrotowe drzwi Komisji

Sporej fluktuacji kadr doświadcza Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. W 2004 r. odeszło z niej 46 osób, w 2005 r. - 26 (na 175 zatrudnionych). Część na emeryturę. - Nie ma co ukrywać, że średnia płaca na rynku jest wyższa niż w Komisji i zdarza się, że ludzie odchodzą do większych pieniędzy - przyznaje Łukasz Dajnowicz, rzecznik prasowy KPWiG. Jego zdaniem, typowym zjawiskiem dla nadzoru giełdowego jest także kilkakrotna zmiana pracy z sektora publicznego na prywatny, i na odwrót. - W USA nazwano to nawet fenomenem "obrotowych drzwi" - dodaje. Dobrym przykładem jest były wiceprzewodniczący KPWiG Zbigniew Mrowiec. Pracował w Komisji w latach 90., po czym odszedł do kancelarii prawnej (ostatecznie Dewey Ballantine). Wrócił do nadzoru w 2004 r. Ostatnio złożył dymisję i ponownie trafił do kancelarii.

Reklama
Reklama

Duże problemy z zatrzymaniem pracowników ma resort finansów, zwłaszcza "skarbówka". - Niestety, młode osoby pracują u nas rok-dwa, szkolą się, po czym przechodzą do konsultingu, dużych korporacji i banków - przyznaje Sławomir Żałobka, dyrektor generalny MF. Migracje z MF do sektora prywatnego to 50-70 osób rocznie. Przykładem "z wyższej półki" jest przejście w 2004 r. Elżbiety Muchy - wiceminister odpowiedzialnej za podatki - do firmy doradczej KPMG.Mniejsza "rotacja" jest w Urzędzie Regulacji Energetyki. Jak ustaliliśmy, w ostatnich latach odeszło z URE jedynie kilkanaście osób, z czego tylko dwie do sektora prywatnego. Podobnie rzecz ma się z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W 2004 r. z pracy zrezygnowało tam 38 osób na 259 zatrudnionych.

Wolontariat w powijakach

Braki kadrowe to jeden z głównych argumentów do zwiększania budżetu administracji. Większość osób, z którymi rozmawialiśmy, przyznała jednak, że główny kłopot nie w tym, ile ma się środków, ale w tym, jak one są rozlokowane. Eksperci coraz śmielej sugerują inne rozwiązanie - zakaz konkurencji, stosowany często wobec menedżmentu prywatnych spółek. Chodzi o to, aby pracownik administracji nie mógł wykorzystać wiedzy o słabościach urzędu dla danej firmy. Tylko czy znajdą się wówczas chętni do kierowania urzędami? Wolontariat w Polsce wciąż raczkuje...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama