- Jesteśmy gotowi robić dobry rząd. Jeśli pan premier Marcinkiewicz i prezes Jarosław Kaczyński mają podobny pogląd jak my, to powinni projekt wspólnego rządu zaproponować - ogłosił wczoraj niespodziewanie Donald Tusk, lider PO. Platforma postawiła jednak warunek - zmiana rządu poprzez konstruktywne wotum nieufności.
PiS, borykający się z niewystarczającą liczbą głosów w Sejmie, nie wykluczył tej opcji. - Najbliższy Komitet Polityczny rozważy tę nową dla nas sytuację - odpowiedział zaskoczony szef partii Jarosław Kaczyński. - Chciałbym mieć lepsze informacje na temat intencji PO - dodał. Lider PiS wykluczył jednocześnie koalicję z Samoobroną i LPR.
Premier Kazimierz Marcinkiewicz umówił się już na spotkanie z D. Tuskiem. Według informacji z biura prasowego Platformy, odbędzie się ono już dziś (także dziś zbiera się Prezydium PO). Ewentualne powstanie koalicji z PO premier ocenił jednak jako "nierealne". - Do tanga trzeba dwojga - tłumaczył. Dodał jednak, że nowe wypowiedzi liderów PO dają nadzieję, że "można rozmawiać normalnie".
Jednocześnie władze PiS złożyły do marszałka Sejmu wniosek o przełożenie głosowań nad projektem budżetu (planowane były na czwartek i sobotę) na kolejny tydzień. - Jest to spowodowane wydłużeniem prac nad ustawami okołobudżetowymi, w tym oczekiwaniem na decyzję prezydenta w sprawie "becikowego" - oznajmił Adam Lipiński, wiceprezes partii. Niewykluczone że to także gra na przyciągnięcie PO. Platforma poprze projekt, jeżeli Sejm zgodzi się wcześniej na około 70 poprawek wprowadzających większe oszczędności w administracji (mają przynieść dodatkowy 1 mld zł). - Potrzebujemy czasu na ocenę poprawek - powiedział Wojciech Jasiński, szef komisji finansów publicznych.
Analitycy na razie sceptycznie wypowiadają się o szansach na koalicję PiS-PO. - Jest o wiele za wcześnie, aby rynki reagowały na taką zapowiedź. Wśród ekonomistów wciąż panuje "zmęczenie materiału" po fiasku rozmów po wyborach - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.