Pierwsza dekada stycznia nie przyniosła zbyt dużych wahań notowań na międzynarodowym rynku naftowym. W Londynie ceny ropy oscylowały wokół 62 USD za baryłkę, a w Nowym Jorku było o około 2 USD wyższe.

Od połowy zeszłego tygodnia hamująco na wzrost notowań wpływały prognozy meteorologiczne, zapowiadające do połowy miesiąca wyższe niż zwykle o tej porze roku temperatury na terenie USA. W rezultacie wyraźnie powinno tam spaść zapotrzebowanie na olej opałowy.

Jednak kilka innych czynników sprzyjało zwyżce notowań. Departament Energetyki poinformował, że zużycie paliw płynnych na największym na świecie rynku amerykańskim osiągnęło w grudniu rekordowy poziom. Ponadto większą niż dotychczas uwagę zaczęto zwracać na benzynę, która ze względu na sezon zimowy ustępowała przez dłuższy czas miejsca olejowi opałowemu. Niepokój wywoływał rosnący popyt na to paliwo, gdy amerykańskie rafinerie mogą w najbliższym czasie ograniczyć jego produkcję ze względu na sezonowe przeglądy techniczne.

Pojawiły się też obawy, że ewentualne sankcje wobec Iranu - na tle sporu dotyczącego urządzeń atomowych - mogą ograniczyć dostawy irańskiej ropy.

Dane o wzroście w zeszłym tygodniu amerykańskich rezerw paliw płynnych uspokoiły jednak rynek. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w lutym płacono wczoraj po południu 61,42 USD, w porównaniu z 61,92 USD w końcu sesji wtorkowej i 61,68 USD w poprzednią środę.