Większość sesji to konsolidacja w dość wąskim (jak na ostatnią zmienność) zakresie i wyczekiwanie na polityczne rozstrzygnięcia. Sejmowe rozmowy wszystkich ze wszystkimi nic nowego nie wniosły, podobnie jak ciągłe przesuwanie rozpoczęcia obrad. Na rynku ścierają się pesymiści widzący w obecnym zamieszaniu zagrożenie nowymi wyborami (czytaj niepewność - czego rynki bardzo nie lubią) z optymistami, którzy mają nadzieję na utworzenie koalicji PiS-PO (czytaj stabilizacja - idealne polityczne otoczenie dla rynków). Na rozbrojenie tej tykającej bomby jeszcze poczekamy przynajmniej kilka dni. Trudno po takiej sesji powiedzieć, która ze stron ma teraz na rynku przewagę i minusy przy indeksach nie mają w tym sporze żadnego znaczenia. Rynek chwilowo znalazł poziom równowagi i z patowej sytuacji wyrwie go dopiero właśnie przełamanie politycznego impasu, co pierwsza zauważy i przed czym ostrzeże złoty.

Jedno co budzi bardzo duży niepokój to skala obrotów na spółkach, będących w czwartek liderem aktywności. Ponad połowa wartości obrotów (WIG20) przypada na PKN i TPS, które były jednocześnie najgorzej zachowującymi się spółkami z głównego indeksu. Jeśli spojrzeć na cztery ostatnie sesje, to z punktu widzenia AT mamy na razie niewielką korektę i nic niebezpiecznego się nie dzieje. Jeśli jednak ktoś obserwuje rozkład obrotów, to coraz więcej takich sygnałów wskazuje na dystrybucję papierów przez największych graczy. Im dłużej będzie trwało takie zachowanie rynku tuż pod szczytami hossy, tym większe będą szanse na wybicie dołem i rozpoczęcie głębszego spadku.

Wydarzeniem dnia będą albo dane w USA o 14.30, albo ogłoszenie wartości Wigometru, który na rynku zdominowanym przez emocje jest zdecydowanie bardziej wiarygodną wskazówką, niż to z reguły bywało.