Koalicja PiS z Samoobroną i PSL wystarczy, aby zapewnić sejmową większość. Te trzy ugrupowania mają razem 236 mandatów. - Rozmowy z tymi partiami są obiecujące - przyznał Przemysław Gosiewski, przewodniczący klubu parlamentarnego PiS. Ofertę "koalicji programowej" przy głosowaniu nad ważnymi ustawami złożyła też LPR (32 głosy).
Negocjacje PiS z Samoobroną i ludowcami rozpoczęły się w czwartek po południu, po fiasku rozmów z Platformą. - Oferta PiS w stosunku do PO została zbyta milczeniem - komentował dzień później prezydent Lech Kaczyński. Wątpliwości nie pozostawili także politycy PO. - Wydaje się, że stan pewnego wahania, czy Platforma jest w opozycji, czy też nie - mija - mówił Jan Rokita, wiceprezes partii. Rada Krajowa PO wybrała tzw. gabinet cieni, czyli polityków, którzy "recenzować" będą działania poszczególnych resortów rządu.
Politycy PiS nie chcieli ujawnić, jak wyglądać może podział stanowisk w nowej koalicji. Bardziej wylewny był lider Samoobrony, Andrzej Lepper. - Powinny nam przypaść takie resorty jak rolnictwo i sfera socjalna - czyli praca i polityka społeczna, ewentualnie ochrona środowiska i ministerstwo rozwoju - mówił dziennikarzom.
Wydaje się, że niektórzy posłowie PiS mają wątpliwości, czy zgodzić się na tak egzotyczną koalicję. Być może dlatego klub poselski obradował na wyjazdowym posiedzeniu w podwarszawskich Falentach, z dala od kamer. Spekuluje się, że na współpracę z Samoobroną niechętnie patrzy też premier Kazimierz Marcinkiewicz. Pytany o to, odpowiadał w stoicki sposób: - Na całym świecie koalicje są budowane przez partie polityczne, a nie przez premiera.
Na początku przyszłego tygodnia zbierze się Komitet Polityczny PiS. - Myślę, że porozumienie powinno być zawarte przed ostatecznym głosowaniem budżetu, czyli przed 24 stycznia - zapowiedział Adam Lipiński, wiceprezes PiS i minister w kancelarii premiera.