Reklama

Emocje i postrzeganie świata

Gry giełdowe, czy to dotyczące rynków akcji, czy też znacznie szybszych rynków terminowych (uwzględniając rynek forex) cieszą się wśród inwestorów ogromnym powodzeniem. Zwłaszcza jeśli wiążą się z nagrodami będącymi na przykład ekwiwalentem pewnej kwoty pieniężnej, którą organizator (zwykle broker) przelewa na rachunek.

Publikacja: 16.01.2006 08:50

Rola tego rodzaju konkursów i rozgrywek jest dwojaka. Z jednej strony początkującym inwestorom daje szansę zapoznania się z niektórymi zasadami działania rynków, z drugiej zaś tym bardziej doświadczonym oferuje złudzenie porównania się z innymi i potwierdzenia wyższości stosowanych przez siebie metod i technik inwestycyjnych.

Wpadłeś na jakiś trop?

Pierwsze, co rzuca się w oczy przeglądając wyniki tego rodzaju konkursów (trwających zwykle trzy do sześciu miesięcy) to stopy zwrotu wygranych. Tysiącprocentowe wyniki nie są niczym nadzwyczajnym. Nawet w złych czasach - bessy na rynku akcji lub trendu bocznego na rynku kontraktów - czołowe miejsca obsadzają gracze, którzy osiągnęli przynajmniej kilkusetprocentową stopę zwrotu. Każdemu z nich można tylko życzyć, by nie wykorzystywał strategii, która dała mu wstęp do hali sław w rzeczywistym tradingu. Jak napisał Martin Fridson: "Przyglądając się uczestnikom konkursów inwestycyjnych, stających na rzęsach po to, by uzyskać szybki i całkowicie fikcyjny zysk, możesz nauczyć się, jak nie powinno się zarządzać portfelem w dłuższym terminie. Dla kawału możesz wziąć udział w takim konkursie. Obyś tylko nie wygrał, bo jeżeli spotka cię ten pech, gotów jesteś uwierzyć, że wpadłeś na jakiś trop".

W tych kilku zdaniach zawiera się cała brutalna prawda o konkursach i grach giełdowych. Celem każdego uczestnika takiej zabawy jest osiągnięcie takiej (jak najwyższej) stopy zwrotu, by pokonać innych graczy. Bez patrzenia na ryzyko, konsekwencje za wielkich pozycji, zbyt szaleńczych strategii. W realnym życiu celem najczęściej są systematycznie uzyskiwane dobre wyniki, przy czym ogromne znaczenie ma to, czy zaryzykujemy część, czy też cały kapitał. Co robią konkursowicze, żeby takie wyniki osiągnąć? Jest kilka prostych strategii.

Pierwsza: jeśli mamy do czynienia z rynkiem terminowym - za całość posiadanej gotówki otworzyć jak największą pozycję i modlić się, że to dobry strzał. Jeśli się to uda, później pozostaje tylko zwalczenie pokusy, by nie podejmować innych działań, jeśli wyprzedziło się znacząco przeciwników i zastanowić się, co dalej, jeśli ktoś zbliża się niebezpiecznie z wynikiem. Taką strategię obrał jeden ze zwycięzców konkursu organizowanego w 2003 r. przez jednego z brokerów foreksowych. Po trzech dniach z wynikiem ponad sześćset procent znalazł się na pierwszym miejscu i później zmiany jego konkursowego rachunku były wyłącznie kosmetyczne.

Reklama
Reklama

Druga strategia, znacznie trudniejsza, dotyczy gier na rynku akcji. W tym wypadku należy znaleźć jakąś "śmieciową" spółkę, również zainwestować jak największy kapitał i mieć nadzieję, że wzrośnie przynajmniej o kilkadziesiąt procent.

Czy wygrywamy,

czy przegrywamy...

No dobrze, ale właściwie dlaczego żaden konkurs ani giełdowa gra nie oddają rzeczywistej natury działania na rynku? Odpowiedź, jak można się spodziewać, jest wyjątkowo banalna - emocje. Te same, które sprawiają, że grając w wirtualnym kasynie w ruletkę w pewnym momencie jesteśmy już znudzeni, bez względu na to, czy wygrywamy, czy przegrywamy, zaś w prawdziwym kasynie nie pozwalają odejść zbyt łatwo od stołu i wciąż podsycają nasze nadzieje na coraz większy zysk lub odrobienie strat.

Pamiętam z własnych zmagań w różnych grach inwestycyjnych (wiem też z opowiadań innych graczy), że często, gdy konkurs nie układa się po naszej myśli - czyli krótko mówiąc tracimy lub też nie dość szybko zarabiamy - mamy tendencję do "odpuszczenia sobie", czyli krótko mówiąc zbagatelizowania znaczenia konkursu i czekania ewentualnie na następny. Gra wirtualnymi pieniędzmi może być ekscytująca, ale trudno jej się równać z inwestowaniem realnych pieniędzy. Wiadomo, że silnym emocjom towarzyszą pewne fizjologiczne reakcje - przyspieszone bicie serca, suchość w ustach, utrata koncentracji itp. O ile w konkursie część z nich może się pojawić i dość szybko zniknąć, o tyle na pewno się pojawią, gdy zaczniemy tracić prawdziwe pieniądze. Co więcej zaraz potem zaczyna się spirala negatywnych zachowań. Ponieważ emocje mogą wypaczać postrzeganie świata, a przede wszystkim prowadzić do irracjonalnego postępowania nagle się okaże, że dyscyplina, pewność siebie i twardość (którą cechowaliśmy się w konkursie inwestycyjnym) parują równie szybko jak prawdziwe pieniądze na rachunku.

Strategie nieprzystające

Reklama
Reklama

do realnego rynku

Czy to wszystko oznacza, że udział w konkursach inwestycyjnych nie ma sensu? Oczywiście nie, ale przy zupełnie innych założeniach. Przede wszystkim, jeśli chcemy zdobyć pierwsze miejsce wykorzystując strategie, jakie w większości przypadków działają na prawdziwym rynku, od razu możemy zapomnieć o zwycięstwie. Chyba że... mamy do czynienia albo z bessą (zaś konkurs jest prowadzony na rynku akcji) albo z trendem bocznym (i zmagamy się na rynku terminowym). W innej sytuacji przegramy z wszystkimi, którzy stawiają wszystko na jedną kartę i dla nich wyłącznym celem jest nagroda. Warto o tym pamiętać. Krótko mówiąc prawdziwymi zwycięzcami mogą okazać się ci ze środka tabeli.

Raczej nie ma sposobu na "włączenie" podobnych emocji, jak przy grze na prawdziwej giełdzie, ale dla niektórych inwestorów - zwłaszcza początkujących - konkurs inwestycyjny może się okazać bezcennym źródłem informacji o własnych reakcjach w niekorzystnych sytuacjach rynkowych. Nawet zaprzeczanie i mówienie "to tylko gra, nic nie szkodzi, że straciłem 20 procent" pokazuje, że w prawdziwych inwestycjach może się uruchomić podobny mechanizm. A wówczas będzie on znacznie trudniejszy do opanowania.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama