Vivendi wycofuje się więc ze Stanów na dobre. Wcześniej francuski koncern sprzedał amerykańskie aktywa rozrywkowe (m.in. studio filmowe i park rozrywki) firmie General Electric, inkasując za nie 14 mld USD.

Obrót amerykańskimi kwitami depozytowymi (ADR-ami) Vivendi odpowiadał w 2004 i 2005 r. za zaledwie 5% całkowitego handlu akcjami spółki. Tylko w minionym roku średni dzienny wolumen obrotu papierami Vivendi na giełdzie w Paryżu wynosił 5,5 mln akcji, podczas gdy w USA było to jedynie 282 tys. sztuk ADR-ów. Większość amerykańskich inwestorów, którzy mają akcje Vivendi, i tak kupiło je za pośrednictwem giełdy Euronext w Paryżu - podała firma. Powodem decyzji było też cięcie kosztów.

W ostatnich trzech latach ponad 10% firm z Europy Zachodniej, których akcje były notowane za Atlantykiem, wycofało się z tamtejszych parkietów (liczba takich spółek spadła z ok. 250 do ok. 220). Zareagowały tak na wprowadzenie tzw. ustawy Sarbanesa-Oxleya, zaostrzającej rygory sprawozdawczości finansowej. Ustawa, której założeniem było zapobiegnięcie przekrętom w spółkach giełdowych - najlepszym przykładem głośne afery z udziałem Enronu czy WorldComu - znacznie zwiększyła koszt utrzymywania akcji w publicznym obrocie.