Z punktu widzenia koniunktury na warszawskiej giełdzie wydaje się to kluczowym spostrzeżeniem. Dlaczego? Jedenasty kolejny miesiąc wskaźnik rocznej korelacji notowań na naszym parkiecie, przeliczonych na dolary, z dolarowym indeksem rynków wschodzących wynosi 0,9 i więcej. To w pewnym uproszczeniu oznacza, że koniunktura na GPW w ponad 90% uzależniona jest od nastawienia inwestorów do emerging markets.
Rynki wschodzące
rosną od 66 sesji
Porównując długość trwania rozpoczętej 19 października ubiegłego roku na emerging markets fali wzrostowej z dwiema poprzednimi, można byłoby być spokojnym o jej kontynuację. Obecny ruch trwa od 66 sesji, podczas gdy w przypadku zwyżki zapoczątkowanej w sierpniu 2004 r. były to 143 sesje, a rozpoczęty 18 kwietnia 2005 r. wzrost rozciągnął się na 121 sesji. Z tego punktu widzenia moglibyśmy przyjąć, że jesteśmy mniej więcej w połowie kolejnej odsłony hossy. Równocześnie uwagę zwraca jednak to, że mimo dość już "dojrzałego wieku" trendu rosnącego - ma on już blisko trzy lata - rynek nie traci wigoru i idzie w górę w mocnym tempie. Przez 66 sesji notowania podniosły się o jedną czwartą, czyli o tyle, ile w okresie od wiosny do jesieni minionego roku. W dwóch poprzednich falach zwyżkowych na 66 sesji wzrost wynosił 16% i 12%. Trudno w tym nie dostrzegać oznak nadmiernego optymizmu, tym bardziej że korekta spadkowa, jaka dotknęła rynki wschodzące w październiku 2005 r., była wyraźnie krótsza i słabsza od swoich poprzedniczek. W tej sytuacji są podstawy do postawienia tezy, że znajdujemy się w ostatniej fazie hossy przed zdecydowanie głębszą przeceną niż obserwowane w ostatnich trzech latach. Część emerging markets wykazuje oznaki przewartościowania (dotyczy to szczególnie sektora finansowego), na niektórych widać oznaki wyraźnego spowolnienia gospodarczego (brazylijska produkcja przemysłowa w listopadzie trzeci miesiąc z rzędu praktycznie nie rosła; tamtejsza Bovespa zyskała natomiast w tym roku już blisko 13%). Można odnieść wrażenie, że korzystne nastawienie do tej grupy rynków determinują utrzymujące się wciąż wysokie ceny surowców. Jesteśmy przy tym świadkami zmiany sposobu myślenia dużej części inwestorów. Do tej pory atrakcyjności akcji spółek surowcowych upatrywali we wzroście cen towarów. Teraz do dużego zainteresowania nimi wystarcza wiara w pozostanie notowań surowców na wysokich poziomach. Ta obniżka "wymagań" jest również sygnałem rosnącego optymizmu w korzystny rozwój wypadków.
Uwaga