Aktywa zarządzane przez fundusze hedgingowe sięgają 1,1 bln USD. Zarządzający tymi funduszami w ub.r. pobierali za tę usługę opłaty w wysokości 1,44% aktywów w porównaniu ze średnią 1,27%, przed pięciu laty. Liczba funduszy od 2001 r. podwoiła się i wyniosła 8,5 tys. Wspomniane opłaty nie mają, oczywiście, nic wspólnego z wynagrodzeniem pobieranym przez zarządzających w zależności od osiągniętych wyników. W ub.r. inwestorzy płacili za to średnio 19,2% zysków wypracowanych przez fundusze hedgingowe.

Takie podnoszenie opłat stałych jest praktyką dość niezwykłą na rozwiniętych rynkach. Zarządzający amerykańskimi "zwykłymi" funduszami akcji w ciągu minionych 2 lat obniżyli opłaty o 6%. Dla porównania, opłaty pobierane przez fundusze hedgingowe w ciągu minionych 5 lat wzrosły o 13%. W tym samym okresie aktywa w tym segmencie funduszy zwiększyły się ponaddwukrotnie i na rynku pojawiło się ponad 4600 nowych firm tej specjalności. To chyba jedyna branża na świecie, w której debiutanci biorą od klientów więcej pieniędzy niż renomowane firmy - żartują obserwatorzy.

Średni zwrot z funduszy hedgingowych wyniósł w ub.r. 9,2% po opłatach, a więc nieco więcej niż 9% w poprzednim roku. Było to jednak bez porównania mniej od 16-proc. średniej z minionej dekady. Gorsze wyniki nie zniechęciły inwestorów. Ok. 338 mld USD wpłynęło do funduszy hedgingowych w minionych pięciu latach od bogatych inwestorów, funduszy emerytalnych i fundacji.

Instytucje lokują w fundusze hedgingowe, bo spodziewają się tam większych zysków niż z akcji spółek tworzących indeks Standard & Poor?s 500 lub obligacji skarbowych. To wyjaśnia, dlaczego np. system emerytalny pracowników administracyjnych stanu Pensylwania ulokował w funduszach hedgingowych prawie jedną piątą aktywów, a University of Virginia ma w nich prawie połowę środków swojej fundacji.

Bloomberg