Ankietowani przez PARKIET ekonomiści zakładali, że sprzedaż detaliczna zwiększyła się w grudniu średnio o 8,9%. Niektórzy prognozowali nawet dwucyfrowy wzrost.
- Słabszy wynik jest dużym zaskoczeniem. Inne dane wskazywały bowiem, że tempo grudniowej sprzedaży powinno być znacznie większe - mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handlowego, która spodziewała się 8,7-proc. dynamiki. - W dwóch poprzednich miesiącach mieliśmy bardzo silny wzrost wynagrodzeń, firmy handlowe informowały o wysokim popycie, z miesiąca na miesiąc poprawiały się wskaźniki optymizmu konsumentów, spadało bezrobocie, poza tym w IV kwartale zwiększył się fundusz płac - wylicza ekonomistka.
Słabszy wskaźnik sprzedaży to przede wszystkim efekt mniejszych zakupów żywności, które w grudniu były aż o 12% niższe niż przed rokiem. - Nie mogę sobie wyobrazić, żebyśmy w okresie świątecznym i sylwestrowym w takim stopniu ograniczyli popyt na żywność - twierdzi K. Zajdel-Kurowska. - Myślę, że wytłumaczeniem jest spadek cen - dodaje. Dane o sprzedaży detalicznej GUS podawane są w cenach bieżących, tzn. nie uwzględniają wpływu inflacji. Tymczasem żywność potaniała w grudniu o 1,3%.
Czy słabsze dane o sprzedaży mogą świadczyć o tym, że optymistyczne prognozy ekonomistów dotyczące ożywienia konsumpcji w tym roku są przesadzone? - 6,3-proc. wzrost sprzedaży to nie jest rewelacja, ale również nie jest to dramat. Nie można na tej podstawie powiedzieć, że coś niebezpiecznego dzieje się z popytem konsumpcyjnym - twierdzi Mateusz Szczurek, główny ekonomista, ING Banku, który oczekiwał wzrostu sprzedaży o 10,4%. - Poza tym trzeba pamiętać, że ostatnie dane makroekonomiczne zaskakiwały na plus - dodaje. Przykładowo, grudniowa produkcja przemysłowa miała, według analityków, wzrosnąć o 7,7% rok do roku, a zwiększyła się aż o 9,2%.
Słabsza sprzedaż w zeszłym miesiącu to również wynik mniejszych zakupów samochodów (spadek o 1,2% rok do roku). Najszybciej rosła za to sprzedaż farmaceutyków i kosmetyków (o 17,6%) oraz książek i prasy (17,8%).