Rząd w projekcie (wraz z autopoprawką) zakładał, że dochody budżetu w 2006 roku wyniosą 194,1 mld zł, wydatki - prawie 224,7 mld zł. Zgodnie z przedłożeniem rządowym, deficyt budżetu ma w tym roku wynieść 30,55 mld zł.
Jednak potem rząd zdecydował się na zgłoszenie kilku kolejnych poprawek po tym, jak posłowie uchwalili kilka ustaw (m.in. o becikowym oraz zwiększającą pomoc socjalną dla rolników). Chodziło o zwiększenie dochodów budżetu o 553,4 mln zł (dzięki wyższej wpłacie z zysku NBP) oraz obniżenie dotychczasowych wydatków o 746,6 mln zł. Ta redukcja była możliwa dzięki obniżeniu wysokości składki, jaką nasz kraj wpłaca do UE, obniżeniu wysokości poręczeń i gwarancji, udzielonych Agencji Rynku Rolnego oraz sektorowi stoczniowemu. Zostały też obcięte wydatki na administrację publiczną (prawie o 100 mln zł).
To oznacza, że dochody budżetu wyniosą ostatecznie 194,7 mld zł, wydatki - 225,2 mld zł (deficyt się nie zmienił). Te poprawki zostały przyjęte bez problemu.
Gdzie jest prezes NBP?
Zaraz potem wybuchła jednak sprzeczka. Marszałek Sejmu Marek Jurek powiedział, że przyjęcie przez Sejm poprawki zwiększającej dochody o wyższą wpłatę z zysku NBP, czyni bezprzedmiotowym kilka innych poprawek. To wzbudziło protesty posłów Samoobrony, którzy chcieli dodatkowego zwiększenia wpłaty z zysku (łącznie wzrost w wyniku kilku poprawek mógłby wynieść 3,7 mld zł). Ale i Wojciech Jasiński, szef Komisji Finansów Publicznych oraz sprawozdawca projektu budżetu, i Zyta Gilowska, wicepremier i minister finansów, zgodnie twierdzili, że zwiększanie wartości wpłat z zysku banku centralnego jest niezgodne z konstytucją - bo NBP wpłaca tylko tyle, ile wynosi zaplanowany zysk. Dodatkowe zwiększanie wpłat oznaczałoby więc powiększanie deficytu, czego Sejm zrobić nie może.