Kiedy rok temu pisałem wstępniaka do "Prognoz 2005", zacząłem od wspomnienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który kilka dni wcześniej zmarł. Ten człowiek legenda wielokrotnie za swojego życia apelował o to, by Polacy poradzili sobie jakoś z "etosem narzekania" i zaczęli dostrzegać pozytywne strony otaczającego świata. Ów apel cały czas - niestety - jest aktualny. Kilka dni temu, kiedy razem z koleżankami i kolegami pracowałem nad redakcją "Prognoz 2006", dotarła informacja o śmierci księdza Jana Twardowskiego. On także swoim życiem i jedyną w swoim rodzaju poezją apelował o dostrzeganie dobrych stron przeszłych, teraźniejszych i przyszłych dni. "Nie płacz w liście/nie pisz, że los ciebie kopnął/nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia/kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno/odetchnij, popatrz/spadają z obłoków/małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia/a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju/i zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz" - pisał w jednym ze swoich wierszy ksiądz Jan. Czy potrafimy tacy być? Czy potrafimy ze spokojem (i nadzieją) oceniać wydarzenia, w których uczestniczymy, z którymi się spotykamy? Czy jesteśmy w stanie poetyckie rady przenieść na grunt twardej rzeczywistości rynków kapitałowych, finansów, gospodarki? Jeśli nie (a tak najprawdopodobniej jest), to czas na naukę.
A optymizmu naprawdę możemy sporo znaleźć (mam na myśli ten rynkowy). Nerwowa sytuacja na salonach politycznych i coraz bardziej zadłużone państwo nie przeszkadza na przykład naszemu narodowemu parkietowi w kontynuacji hossy. Coraz więcej firm chce być notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych i nic na razie nie zapowiada odwrócenia tej tendencji. Oczywiście, "balon zwyżek" niektórych spółek bez wątpienia któregoś dnia pęknie z wielkim hukiem i żadne magie temu nie zaradzą. Będzie płacz. Tyle tylko, że pretensje wówczas trzeba będzie kierować tylko i wyłącznie do siebie. Stwórca dał nam nie tylko wolną wolę, ale także rozum.
Kierujmy się więc rozumem i wierzmy w zapewnienia, że ten rok będzie udany - i na giełdzie, i w gospodarce, i na rynku funduszy inwestycyjnych... Niech wszystko też będzie prostsze, bardziej jasne, przejrzyste. A słowa Billa Widnalla o tym, że: "Ojcze nasz" składa się z 56 słów, Deklaracja Niepodległości - z 300, a ostatnio ogłoszone rozporządzenie rządu w sprawie cen jarzyn - z 2 6911 słów", niech pozostaną wyłącznie w zestawie "złotych" myśli.