Szereg niekorzystnych informacji w dwóch ostatnich dniach przyszło na rynek. W czwartek premier wypowiedział się na temat możliwości likwidacji RPP. Zbiegło się to z informacją o zmianie "perspektywy ratingu" Węgier ze stabilnej na negatywną przez Standard & Poors. WIG20 zareagował na to nerwowo i zamiast bicia kolejnego rekordu, jak to zapowiadał jeszcze rano - sesja skończyła się na minusie. Wczoraj z kolei złe dane o PKB z USA spowodowały załamanie się mozolnego odrabiania strat. Rynek zanurkował ostro w kierunku 2900. Końcówka sesji była już lepsza, a to wskutek wzrostów za oceanem, gdzie inwestorzy po złych danych o PKB uznali, że nie będzie kolejnej podwyżki stóp. Poza tym Microsoft podał dobre wyniki. Co do trwałości optymizmu należy poczekać do końca sesji - w chwili pisania tego komentarza sesja w Nowym Jorku trwa jeszcze.
Szereg spółek z WIG20 dostało złe rekomendacje. Tak było w przypadku PGNiG wcześniej i Lotosu teraz. Sytuację indeksu ratował w piątek niemal tylko KGHM, którego kurs utrzymywał się około 4% na plusie, po publikacji danych w USA gwałtownie spadła niemal do zera, po to by w ostatnich kilkunastu minutach odrobić połowę strat.
Z drugiej strony mamy napływ kapitału zagranicznego na nasz rynek. Jak podają niektórzy analitycy, uległ on w ostatnim tygodniu znacznemu zmniejszeniu, ale jednak ten kapitał wobec braku większej podaży spowodował podejście do 3000 pkt.
Jeszcze jedno ostrzeżenie. Kończy się styczeń. Wraz z nim i efekt stycznia. Kontrakty nadal wierzą w siłę trendu, co pokazuje dodatnia baza, ale z reguły się przecież mylą. KGHM był chyba ostatnią niedoszacowaną spółką, ale potencjał wzrostu wyczerpuje się. Poczekajmy jeszcze na wyniki spółek za IV kwartał.