Podwyższona zmienność rynku i ignorowanie wszystkich praktycznie złych informacji dały wczoraj o sobie znać bardzo dobitnie. Tak jak często jednak podkreślaliśmy w trakcie ostatniej fali wzrostowej, że zwyżka jest wynikiem podnoszenia kursów tylko kilku spółek, tak trzeba też zauważyć, iż wczorajszą przecenę rynek zawdzięcza głównie KGHM. Miedziowy kombinat odpowiada za prawie połowę spadku indeksu i w całości za złe nastroje na sesji. Nie ośmieliłbym się jednak użyć w odniesieniu do niej słowa "krach". To tylko mocna przecena, która wedle mojej oceny nie wyznaczała jeszcze szczytu hossy. Za najbardziej niebezpieczne zachowanie rynku na dzisiejszej sesji uznałbym odrobienie całości strat. Na wykresie WIG20 mógłby wtedy powstać trend boczny, który stanowiłby o zakończeniu długoterminowej zwyżki.

Krótka konsolidacja w okolicy wczorajszego zamknięcia, nawet jeśli doprowadzi ostatecznie do dalszych spadków, jest scenariuszem najbardziej chyba odpowiednim, z punktu widzenia kontynuacji długoterminowego trendu wzrostowego. Jak głęboki może być spadek w czasie korekty? Poprzednie załamanie na rynku akcji KGHM miało miejsce w kwietniu 2004 roku i poprzedzało zniżkę na wykresie WIG20 o ponad 13%. Gdyby teraz przecena miała podobne rozmiary, indeks dużych spółek znalazłby się na poziomie październikowego szczytu (2 565 pkt). Na tej wysokości znajduje się również 62-proc. zniesienie ostatniej fali wzrostowej. Poziom ten określiłbym jako graniczny dla korekty - dalsza przecena karze zastanowić się, czy nie doszło do zakończenia długoterminowego trendu wzrostowego.

Za okoliczności łagodzące wymowę wczorajszego spadku uznałbym brak przeceny na innych rynkach regionu, spokojne zachowanie polskich obligacji i waluty. Wprawdzie wobec działalności Ministerstwa Finansów na rynku walutowym kurs złotego może nie być dobrym barometrem nastrojów wśród graczy zagranicznych, ale w razie gremialnego odwrotu od polskich aktywów, znalazłoby to odbicie również w notowaniach waluty.