Firmy wykorzystują ogłoszenia telewizyjne i prasowe do promowania ETF-ów, które naśladują indeksy akcji i obligacji, a ich jednostki uczestnictwa notowane są na giełdach tak samo jak akcje. W zeszłym roku na całym świecie wpłynęło do ETF-ów 53,9 mld USD i na koniec roku ich aktywa wynosiły 296 mld USD. To ponad cztery razy więcej niż przed pięcioma laty.
Kwota ta może wzrastać rocznie o 29% i w 2010 r. przekroczy bilion dolarów - prognozuje bostońska firma konsultingowa Financial Research Corp. Dla tradycyjnych funduszy powierniczych i hedgingowych przewiduje ona wzrost aktywów odpowiednio o 10% i 18% w tym samym okresie.
Niezwykle szybko rośnie też liczba ETF-ów. Tylko w ub.r. przybyło ich na świecie 50 i jest teraz 201. Pierwszy taki fundusz pojawił się na rynku w styczniu 1993 r. Nazywał się Spider (Pająk) i bazował na indeksie Standard & Poor's 500.
Fundusze te uzupełniają narzędzia dostępne inwestorom instytucjonalnym, którzy używają ich do hedgingu. ETF-y służą też do "parkowania" pieniędzy nowych klientów. Cała powierzona przez nich kwota jest bowiem od razu inwestowana przez zarządzających pieniędzmi, natomiast stopniowo są one lokowane w akcje poszczególnych spółek, by nie wzbudzać niepokoju na rynku jednorazowymi dużymi zakupami.
ETF-y są zazwyczaj biernymi narzędziami inwestycyjnymi, naśladującymi indeksy, toteż opłaty w nich są stosunkowo niskie. Inwestorzy płacą w nich rocznie 36 USD za 10 tys. USD aktywów. W agresywnych krajowych funduszach akcyjnych opłata ta w ub.r. wynosiła średnio 147 USD - ocenia firma Morningstar z Chicago.