Stanisław Gomułka, wykładowca London School of Economic i główny ekonomista PZU, skrytykował stanowisko rządu w sprawie przyjęcia euro. - W referendum dotyczącym wejścia do UE Polacy opowiedzieli się już za wejściem do strefy euro. Rząd powinien mieć program w tej dziedzinie i powinien zdefiniować już cele - powiedział S. Gomułka.

Jego zdaniem, najważniejszym argumentem za przystąpieniem do strefy euro jest zwiększenie dostępu do kapitału. W tej sytuacji polskie firmy mogłyby bezpiecznie zadłużać się za granicą i powiększać inwestycje. Stopa inwestycji mogłaby być większa o ok. 5 pkt proc. niż obecnie. Teraz jest to niespełna 20%. - Taki wzrost inwestycji skutkowałby przyspieszeniem wzrostu PKB o jeden punkt procentowy - powiedział S. Gomułka. Wskazał, że większe inwestycje poprawiłyby sytuację na rynku pracy. Jego zdaniem, mniejsze znaczenie miałoby natomiast zwiększenie wymiany handlowej i obniżenie kosztów transakcyjnych, na jakie pozwoliłoby zastąpienie złotego przez wspólną walutę.

Ryszard Kokoszczyński, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i szef Biura Analiz Makroekonomicznych NBP, zwrócił uwagę na to, że opóźnienie wejścia do strefy euro może wiązać się z kosztami dla gospodarki. - Na Węgrzech przesunięcie o 3 lata oczekiwanej przez rynki daty wstąpienia do strefy euro doprowadziło do wzrostu długoterminowych stóp procentowych o 1,5 pkt proc. - przypomniał.

Zdaniem Witolda Kozińskiego z Uniwersytetu Warszawskiego (w przeszłości wiceprezesa NBP), wejścia do strefy euro nie da się uniknąć, ale nie powinniśmy się z tym spieszyć. - Nakierowana na jeden kraj polityka gospodarcza jest bardzie skuteczna niż jedna polityka dla tak dużego obszaru jak strefa euro. Rezygnacja z własnej polityki pieniężnej byłaby więc stratą. Tym bardziej że mam wrażenie, iż w Polsce jest ciągle potrzeba takiej własnej polityki - ocenił W. Koziński.

PARKIET był patronem wczorajszej konferencji.