Reklama

Zapłacimy za akcje PZU tyle co rynek

Z Ernstem Jansenem, wiceprezesem Eureko, mniejszościowym inwestorem w PZU, rozmawia Tomasz Brzeziński

Publikacja: 09.02.2006 07:16

Zamierzacie dokupić 4,33% akcji PZU od Manchester Securities Corporation. Czy transakcja została zamknięta?

Mamy już 33% papierów PZU minus jedna akcja. Jeśli Komisja Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych nie zgłosi sprzeciwu wobec tej transakcji, nasz udział w PZU zwiększy się do 36,1%.

Kto wystąpił z propozycją zawarcia transakcji? Eureko?

Nie. My tylko reagujemy na oferty, które są nam przedstawiane.

Czy będą kolejne transakcje?

Reklama
Reklama

Nie wykluczam tego. Ewentualni oferenci muszą sobie jednak zdać sprawę, że jesteśmy w specyficznej sytuacji. Ze względu na to, że PZU nie jest spółką notowaną na giełdzie, nie możemy wystąpić z publiczną ofertą odkupienia papierów. Może jednak negocjować warunki, jeśli się ktoś do nas zgłosi z pakietem akcji.

Ile zapłacicie Manchester Securities za ten pakiet?

Uzgodniliśmy, że nie podamy do publicznej wiadomości wartości tej transakcji. Nie są jednak tajemnicą ceny, po jakich ostatnio zawierano transakcje na dużych pakietach akcji PZU.

W oparciu o nie można oszacować, że zapłaciliście za ten pa-kiet ok. 1,1 mld zł.

Nie ma w tych szacunkach dużego błędu.

Miliard dla Manchester Securities. 2,3 mld zł za 10-proc. pa-kiet dla Banku Millennium. Razem ok. 1 mld USD. Z czego Eureko sfinansowało te transakcje? Z kredytu?

Reklama
Reklama

Nie (śmiech). Myślę, że wszyscy w Polsce zdają sobie sprawę, że jesteśmy silną grupą finansową i mamy wystarczające środki własne, by takie transakcje sfinansować.

Czy pochodziły one z zysków? Czy też z podwyższenia kapitału Eureko?

Rzeczywiście, część pieniędzy pochodziła z podwyższenia kapitału przez naszych dotychczasowych akcjonariuszy, związanego z przeprowadzonym ostatnio przez nas przejęciem prywatnej kasy chorych w Holandii.

O jaką kwotę chodzi?

165 milionów euro. Wszystkie informacje dotyczące pochodzenia pieniędzy znajdują się we wniosku, który złożyliśmy w KNUiFE.

Co, jeśli KNUiFE wyrazi jednak sprzeciw? Nie macie przecież pozytywnych doświadczeń w kontaktach z nadzorem. Czy jeśli zgody nie będzie jesteście, zdecydowani kupić cały pa-kiet i wykonywać prawo głosu tylko z 33% minus jedna akcja?

Reklama
Reklama

Poprzednie złe doświadczenia wynikały z tego, że chcieliśmy uzyskać zgodę na przekroczenie progu 50% głosów na walnym PZU, a KNUiFE nie wiedziało, czy Skarb Państwa w ogóle chce sprzedać akcje (Eureko domaga się od SP sprzedaży, zgodnie z podpisaną w 2001 r. umową, 21% akcji PZU w ofercie publicznej - przyp. red.). Transakcja, o której mówimy, jest stosunkowo niewielka, pieniądze pochodzą z udokumentowanych źródeł, a KNUiFE wie, że jesteśmy silną instytucją finansową. Dlatego nie dopuszczam myśli, żeby polski nadzór mógł sprzeciwić się tej transakcji.

Gdyby jednak nadzór się sprzeciwił, czy i tak zdecydujecie się kupić cały pakiet?

Tak. Jesteśmy zdeterminowani, by to zrobić. Nie spodziewamy się, że sprzeciwi się tej transakcji, zwłaszcza że jak zawsze przestrzegamy wszystkich przepisów polskiego prawa.

Jeszcze się Pan nie nauczył, będąc przez tyle lat w Polsce, że samo działanie zgodnie z prawem nie wystarcza?

... (śmiech).

Reklama
Reklama

Eureko dokupuje akcji PZU w momentach, gdy dochodzi do zaostrzenia konfliktu ze Skarbem Państwa. Czy to przypadek, czy strategia?

Będąc inwestorem strategicznym w PZU mamy, co oczywiste, inny horyzont inwestycyjny niż fundusze, które skupują akcje tej spółki, by potem w jakimś określonym horyzoncie sprzedać i zrealizować zysk. Nasza strategia jest jasna i konsekwentna. Wierzymy w PZU i uważamy, że jest to dobra inwestycja. Wierzymy też w rozwój Polski, a także w to, że konflikt ze Skarbem Państwa zostanie w końcu rozwiązany. Ponieważ wygraliśmy pierwszy etap w procesie arbitrażowym, obowiązkiem polskiego rządu, jest podjęcie działań, które ograniczą szkody.

Mam jednak wrażenie, że gdy tylko polski rząd utwardza swoje stanowisko w sporze z Eureko, Wy demonstracyjnie dokupujecie akcji PZU, jakby chcąc pokazać, że moNasze stanowisko jest jasne. Podpisaliśmy umowę, zgodnie z którą mamy prawo kupić 21% akcji PZU w ofercie publicznej. Jest ona nadal wiążąca. Jest niemożliwe, aby w państwie prawa można było permanentnie nie wywiązywać się z podpisanej umowy. I takie stanowisko prezentujemy konsekwentnie od lat. Kolejne rządy, z którymi mieliśmy do czynienia, zajmowały różne stanowiska w tym konflikcie. Były okresy, że do zawarcia porozumienia było blisko, następnie okazywało się, że do niego nie dojdzie. Jednego dnia przed polskim sądem dowiadywaliśmy się, że Skarb Państwa chce ugody, by w środę na kolejnej rozprawie dowiedzieć się, że ministerstwo skarbu odrzuca w całości zaproponowane warunki, nie przedstawiając nic w zamian. Jeżeli nie dojdziemy do porozumienia, umowa nadal będzie obowiązywać. Nikt jednak nie może w nieskończoność jej nie realizować bez otrzymania w pewnym momencie rachunku za wyrządzone szkody. Zaistniałej sytuacji winni są politycy, którzy nie chcą zrezygnować z władzy nad PZU. Przyjdzie jednak czas, gdy będą musieli to zrobić. Możemy czekać pół roku, rok, dwa lata, trzy. Mamy czas. Nasza sytuacja jest lepsza niż rok temu. Wtedy zgodziliśmy się na wiele istotnych ustępstw, by raz na zawsze zakończyć konflikt. Wiele osób w Polsce miało wówczas wątpliwości, czy wygramy postępowanie arbitrażowe. Arbitrzy podzielili jednak nasze zdanie, co oznacza, że nie musimy już ustępować i mamy obowiązującą umowę. Oczywiście, za zaistniałą sytuację nie odpowiada ten rząd, dlatego z zadowoleniem przyjmujemy publiczne deklaracje premiera Marcinkiewicza, który liczy na zakończenie sporu jeszcze w tym roku.

Czy poza wypowiedziami premiera są inne przesłanki, które świadczyłyby, że polski rząd rzeczywiście dąży do rozwiązania sporu? Wydaje się, że dialogu między Wami nie ma.

Teraz nie prowadzimy żadnych rozmów. Rzeczywiście, jeśli ministerstwo skarbu chciałoby porozumienia, to nie zachowywałoby się tak, jak to robiło w trakcie rozprawy ugodowej, jaka na nasz wniosek toczyła się do wczoraj przed warszawskim sądem. Ale to może się zmienić, bo na razie mamy początek roku (śmiech).

Reklama
Reklama

Co teraz zrobicie? Zamierzacie czekać na propozycję ministerstwa, czy też będziecie zabiegać o podjęcie rozmów i zakończenie konfliktu?

Nie sądzę, aby nasze zabiegi przyniosły skutek. Jest takie przysłowie, które mówi, że można przyprowadzić konia do wodopoju, ale nie można go zmusić, aby pił wodę. Będziemy więc czekać na propozycję polskiego rządu. Oczekujemy jednocześnie, że będzie on przestrzegać podpisanych z nami umów. Jesteśmy spokojni o wynik postępowań toczących się przed belgijskim sądem (Skarb Państwa zaskarżył wyrok Trybunału Arbitrażowego, podważa również bezstronność arbitra wyznaczonego przez Eureko - przyp. red.). Naszym zdaniem, skończą się dla nas pozytywnym rozstrzygnięciem, co tylko umocni naszą pozycję.

No dobrze, ale kierujący pracami resortu skarbu wiceminister Paweł Szałamacha, jak rozumiem za wiedzą pełniącego obowiązki ministra skarbu premie-ra Kazimierza Marcinkiewicza, uznał, że przedstawione przez Was warunki nie są próbą zawarcia ugody, a dyktatem. Zażądaliście bowiem 1,5 mld euro odszkodowania, kolejne 600 mln euro rekompensaty chce jeszcze Wasz głów-

ny akcjonariusz - holenderska Achmea. Domagacie się sprzedaży 21% akcji PZU po cenie z 1999 r., podczas gdy kupując akcje od Banku Millennium czy Manchester Securities zapłaciliście znacznie więcej. To nie przesada?

Jeśli już wspominamy wiceministra Szałamachę, to z dużym zadowoleniem przyjąłem jego wypowiedź, której udzielił w kontekście sporu z UniCredito. Powiedział wówczas, że jedyną kwestią, której oczekuje, jest przestrzeganie umów podpisanych z ministerstwem skarbu.

Reklama
Reklama

Bardzo proszę. Próbuje Pan chyba trochę ironizować, a my rozmawiamy o poważnych sprawach.

Wcale nie. Mówię jedynie o bardzo jasnej zasadzie prawnej: pacta sunt servanta (podpisanych umów należy dotrzymywać - przyp. red). I tego oczekujemy od przedstawicieli polskiego rządu. Jeżeli ministerstwo zdecyduje się na wprowadzenie PZU na giełdę w tym roku, oczekujemy, że będziemy mogli kupić 21% akcji i zapewniam, że zrobimy to za cenę wyznaczoną przez rynek. I potem będziemy rozmawiać o odszkodowaniu, w zupełnie osobnym postępowaniu toczącym się przed arbitrażem.

Wracając do przedstawionych przez nas warunków, które wiceminister Szałamacha nazywa niesłusznie brakiem woli do zawarcia ugody z naszej strony, po pierwsze chcemy, aby sprzedano nam akcje PZU po cenie, którą zapłacilibyśmy w 2001 roku, bo oczekujemy naprawy szkody i przywrócenia stanu, który by istniał, gdyby Skarb Państwa wywiązał się z umów. W ostatnim piśmie do sądu wiceminister Szałamacha twierdzi, że oferta publiczna PZU nie doszła do dzisiaj do skutku z związku z wydarzeniami z 11 września 2001 r. w Nowym Jorku (atak Al Kaidy na wieże WTC - przyp. red.). Przecież to nonsens. Rynek bez problemu wchłonąłby ofertę PZU. Z kolei jeśli chodzi o wysokość odszkodowania, to wynajęta przez nas firma wyliczyła nasze straty na 1,5-2 mld euro. My oczekiwaliśmy wypłaty 6 mld zł, a więc wartości najniższej. Ponadto zaproponowaliśmy, aby ministerstwo zatrudniło doradców, którzy oszacowaliby nasze straty. Jeśli okazałoby się, że, według nich, są niższe i wynoszą np. pięć czy cztery miliardy złotych, skłonni bylibyśmy do wypracowania kompromisu.

Która firma szacowała Wasze szkody?

Nie mogę tego ujawnić. Mogę tylko powiedzieć - jest to firma z tzw. wielkiej czwórki. Ministerstwo, mimo naszych próśb, nie chciało jednak zatrudnić swojej firmy audytorskiej, co odczytujemy jako grę na zwłokę. Zamierzamy o tym poinformować arbitrów i nie sądzę, aby działało to na korzyść Skarbu Państwa.

Czy dobrze zrozumiałem? Jesteście gotowi zapłacić w ofercie publicznej nie 2,1 mld zł za 21% akcji PZU, co wynikałoby z wycen z 2001 r., ale znacznie więcej, np. 5 mld? A potem dochodzić zrekompensowania różnicy przed arbitrażem?

Tak. Mamy do tego prawo.

Kiedy, według Pana, rozpocznie się druga część postępowania arbitrażowego, w której będzie wyznaczana wysokość odszkodowania?

Myślę, że powinno to nastąpić w drugiej połowie roku. Kiedy dokładnie, nie jestem jednak dzisiaj w stanie powiedzieć. Jeśli nie porozumiemy się ze Skarbem Państwa co do terminu, wyznaczą go arbitrzy.

Dziękuję za rozmowę.

(Nie)ustępliwy Skarb Państwa

Ministerstwo skarbu odrzuciło wczoraj ostatecznie warunki ugody, jakie przed warszawskim sądem zaproponowało holenderskie Eureko, mniejszościowy akcjonariusz PZU. Holendrzy zażądali 6 mld euro odszkodowania i sprzedaży 21% akcji PZU po cenie z 1999 r. (2,1 mld zł) w ofercie publicznej do końca czerwca br. Mecenas Piotr Rodkiewicz, dyrektor departamentu zastępstwa procesowego w MSP, poinformował, że Skarb Państwa uznał, iż nie jest skłonny zawrzeć ugody na przedstawionych warunkach. Nie wyklucza jednak, że porozumie się z inwestorem poza salą rozpraw.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama