We wszystkich nowych krajach Unii Europejskiej w III kwartale 2005 roku rosła wydajność pracy. To ona - jak wynika z raportu Banku Światowego, poświęconego gospodarkom nowych członków Unii Europejskiej - napędzała wzrost PKB w krajach Grupy Wyszehradzkiej. W naszym kraju przedsiębiorstwa zorientowane na eksport (np. producenci sprzętu biurowego, branża samochodowa i papiernicza) potrafiły zwiększyć wydajność od 1996 r. nawet o 300%. Ostatnio jednak eksperci BŚ dostrzegają spadek wydajności nie tylko w produkcji (górnictwo), ale i niektórych usługach.

Polska, chcąc utrzymać wysoką stopę wzrostu, powinna prowadzić politykę wspierającą konkurencję i ograniczającą wpływ administracji na gospodarkę. Powinna również dążyć do jak największej stabilizacji prawa podatkowego. Dzięki temu może liczyć na napływ kolejnych inwestorów z zagranicy, bo to ich kapitał będzie generować dalszy wzrost. Jego wysokość w nadchodzących latach szacuje się na około 5% - podobnie jak na Słowacji. Wyższy będzie tylko w krajach bałtyckich - około 6%. W tych państwach w ostatnich latach inwestycje zagraniczne były czynnikiem napędzającym gospodarkę.

Co ciekawe, z raportu BŚ wynika, że Polska jest bliżej przyjęcia wspólnej waluty niż kilka innych państw regionu Europy Środkowowschodniej. Kraje bałtyckie np. muszą liczyć się z możliwym wzrostem inflacji. Będzie on konsekwencją łagodnej polityki fiskalnej, która spowodowała zwiększenie wewnętrznego popytu, i wysokich cen ropy naftowej. Na Węgrzech przeszkodą może być deficyt budżetowy przekraczający 6% PKB. Słowenia mogłaby przyjąć euro już od stycznia 2007 r. Polska już dziś mogłaby przystąpić do mechanizmu ERM2, który dopuszcza poruszanie się waluty w paśmie +/-15% w stosunku do centralnego kursu euro (trzeba w nim przebywać 2 lata).

- Ze strony polskiego rządu nie widać jednak woli szybkiego dołączenia do strefy euro - twierdzi Thomas Laursen, główny autor raportu. - To błąd, bo ten rok może przynieść znaczące zwiększenie wydatków. Będzie to związane choćby ze współfinansowaniem funduszy europejskich i prosocjalną polityką obecnego rządu.

- Tymczasem dla polskiego rządu to najlepszy moment, żeby pomyśleć o reformach strukturalnych, które mogą prowadzić do dalszych oszczędności budżetowych i zmniejszenia bezrobocia - dodaje Laursen.