Przez cały dzień bałem się, że nie będę miał o czym pisać. Od kilku dni na rynku panuje wielki marazm. Nie inaczej było przez prawie cały czwartek, kiedy to ceny obligacji pozostawały kompletnie bez zmian. Dopiero późnym popołudniem przebudziły się rynki bazowe. Rekordowo wysoka rentowność obligacji amerykańskich (10-latki na poziomie 4,62%) i niemieckich bundów (w przypadku 10-latek - 3,54%) zachęciły wreszcie inwestorów do zakupów. Nasze obligacje również podążyły tym śladem. Dochodowość dwuletnich papierów OK0408 spadła do 4,35%, pięcioletnich DS1110 do 4,72%, dziesięcioletnich zaś DS1015 do 4,91%.
Chyba za wcześnie jeszcze mówić, że inwestorzy grają na kolejne cięcie stóp przez RPP, zwłaszcza w kontekście wczorajszych wypowiedzi Leszka Balcerowicza. Według prezesa NBP, inflacja powróci do celu inflacyjnego już w przyszłym roku, a skutki obniżek stóp będą odczuwalne dopiero po roku. Sęk w tym, że Leszek Balcerowicz liczy, że Ministerswo Finansów nie będzie kontynuowało polityki umacniania złotego, a to wydaje mi się mało prawdopodobne. Tak sądzi też rynek, bo złoty wczoraj się umocnił i wydaje się, że w najbliższym czasie nie będzie źródłem wzrostu inflacji. Myślę więc, że RPP znajdzie na wiosnę powód do kolejnej obniżki stóp, a obecne ceny naszych obligacji stanowią wciąż dobry poziom do akumulacji.