Losy Turynu z fortuną Fiata przeplatają się już od ponad stu lat, kiedy rodzina Agnellich zaczęła budować w tym mieście największe włoskie przedsiębiorstwo przemysłowe. W ostatnich latach więzy nieco osłabły, gdy koncern zdecydował się na redukcję zatrudnienia i przenoszenie produkcji za granicę. W mieście od razu wzrosło bezrobocie i zmniejszyła się liczba mieszkańców.
Teraz i miasto, i koncern liczą, że igrzyska olimpijskie przyczynią się do poprawy ich sytuacji, a przynajmniej wizerunku. Turyn spodziewa się dużych zysków, bo zainwestował w przygotowania 15,8 mld euro. Zbudowano nową linię metra, wioskę olimpijską, sale wystawowe i dość gruntownie odnowiono stadion piłkarski. Miasto zamierza wykorzystać obecność na zawodach tysięcy przybyszów ze świata i transmisje telewizyjne do promowania turystyki. Jednocześnie władze Turynu chciałyby nieco usunąć w cień przemysłowe dziedzictwo. - Sam przemysł nie wystarczy już, by zapewnić miastu rozwój. Musimy przyciągnąć spółki usługowe i technologiczne. Produkcja samochodów prędzej czy później może zupełnie zostać przeniesiona za granicę - powiedział agencji Bloomberga burmistrz Turynu Sergio Chiamparino.
Fiat wyda na imprezę 40 mln euro. Jest lokalnym sponsorem igrzysk, które potrwają 17 dni, do 26 lutego. Spółka liczy, że kolumny fiatów, alfa romeo i lancii przewożące sportowców alpejskimi szlakami zachęcą do tych marek młodszych klientów, co w niedalekiej przyszłości może przełożyć się na wzrost sprzedaży.
Komitet organizacyjny spodziewa się w czasie igrzysk ponad miliona gości. Przychody z turystyki w Piemoncie, gdzie leży Turyn, mają w tym roku wzrosnąć o 8,3%, do 2,4 mld euro. Na najbliższe trzy lata prognozuje się zwyżkę przychodów po 4% rocznie.
Trudno jest dzisiaj określić, na ile sponsorowanie igrzysk opłaci się spółkom i gospodarzom. Włoski rząd wydał na przygotowania 2,3 mld euro i szacuje, że dzięki olimpiadzie tempo wzrostu gospodarczego zwiększy się o 0,2 pkt proc.