Jeszcze do niedawna podobne rozmowy, ale w sprawie przejęcia kontroli nad BlackRockiem, prowadził rywal Merrill Lyncha - Morgan Stanley. Negocjacje zakończyły się niepowodzeniem. Warunki, na jakich negocjuje Merrill Lynch, różnią się od tego, co proponował rywal. Tym razem chodzi już tylko o mniejszościowy pakiet akcji BlackRocka, a Morgan Stanley chciał większości udziałów. Chociaż podczas weekendu trwało ustalanie ostatnich szczegółów, rozmowy mogą zostać przerwane w każdej chwili - twierdzi poniedziałkowy "Wall Street Journal".

Według przecieków prasowych, umowa ma doprowadzić do utworzenia inwestycyjnego kolosa zarządzającego aktywami w wysokości biliona dolarów. Zmieni też zasadniczo oblicze Merrill Lyncha, dziś największego detalicznego domu maklerskiego na Wall Street. To część strategii zapoczątkowanej przez prezesa i dyrektora generalnego ML Stanleya O'Neala, który kieruje firmą od pięciu lat. Dał się on poznać nie tylko jako zwolennik cięcia kosztów, ale także aliansów rozszerzających ofertę Merrill Lyncha jako domu maklerskiego. Umowa z BlackRockiem, która połączy dwa różne segmenty świata inwestycji, jest konsekwencją nowej polityki.

Według "Wall Street Journal", mniejszościowy udział Merrilla w BlackRocku (prawdopodobnie ok. 49% akcji) ma kosztować 8,4 mld USD. Obecnie 70% akcji BlackRocka należy do banku z Pittsburgha PNC Financial Services Group. Po zawarciu umowy z ML udziały PNC w BlackRocku zostaną zredukowane o połowę.

Obie firmy doskonale się uzupełniają. Dwie trzecie aktywów zarządzanych przez BlackRocka to kapitał ulokowany w funduszach obligacyjnych. W Merrill Lynchu fundusze akcyjne stanowią dwie trzecie aktywów. Podobne proporcje dotyczą źródeł pochodzenia kapitału: w Merrillu dwie trzecie aktywów pochodzi od inwestorów indywidualnych, w BlackRocku taka sama część to pieniądze inwestorów instytucjonalnych.

(Nowy Jork)