W normalnych warunkach banki na każde 100 zł kredytu muszą dysponować 8 zł funduszy własnych. Takie normy ostrożnościowe są standardem na całym świecie. Przy kredytach hipotecznych te wymogi są nieco mniejsze: ten rodzaj należności jest traktowany przez nadzór "ulgowo" i ma mniejszą wagę ryzyka.
Ale nie w projekcie uchwały KNB, dotyczącej kredytów walutowych dla gospodarstw domowych, przygotowanym przez Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego. Według Jana Koleśnika, doradcy prezesa Związku Banków Polskich, gdyby uchwała weszła w życie, banki musiałyby wykazywać się funduszami przekraczającymi wielkość udzielonych kredytów.
Taka regulacja dotyczyłaby tych kredytów walutowych, w których wielkość pożyczki przekraczałaby 70% wartości zabezpieczenia.
Początkowo bankowcy uważali, że przy kredytach, w których byłby przekroczony 70-proc. pułap, fundusze musiałyby być dwukrotnie wyższe niż obecnie. Faktycznie projekt przygotowany przez nadzór okazuje się dużo bardziej restrykcyjny. Jak bardzo? To zależy od tego, ile kredytów objęłaby nowa regulacja. Zdaniem Zbigniewa Krysiaka, przewodniczącego Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości w Związku Banków Polskich, średnia relacja kredytu do wartości zabezpieczenia mieści się w przedziale 40-50%. Ostatnio coraz więcej było jednak banków skłonnych udzielić kredytu dochodzącego do 100% wartości zabezpieczenia.
Skutkiem wejścia w życie nowych regulacji byłoby drastyczne zmniejszenie rentowności banków, które chciałyby udzielać dużych kredytów walutowych klientom indywidualnym, a być może również konieczność dokapitalizowania części banków. - W niektórych bankach to może być zwykła pożyczka podporządkowana. W innych podwyższenie kapitału - powiedział Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.