Początek roku jest zwykle dość kosztowny dla budżetu - wpływy zwykle są niskie, a wydatki spore. Tymczasem ten rok zaczął się od nadwyżki w wysokości 700 mln zł. To przede wszystkim wynik wysokich wpływów z podatków, głównie pośrednich, i akcyzy. W całym roku z tego źródła budżet ma zebrać ok. 128 mld zł. Po pierwszym miesiącu dostał już 11,6% kwoty rocznej z VAT oraz 12,7% z akcyzy. Przy takim tempie spływu pieniędzy, rok zakończylibyśmy bez deficytu.
Ale jest mało prawdopodobne, aby budżet miesiąc w miesiąc zbierał takie kwoty. Styczniowy wynik to w sporej części zasługa "przesunięć", jakich resort finansów dokonał na koniec 2005 roku. Wiedząc, że 2005 r. zamknie nadwyżką dochodów budżetowych, część pieniędzy zaksięgował już jako dochody ze stycznia.
Jednak podobny ruch resort wykonał już rok wcześniej, a i tak w styczniu państwo miało deficyt (niedobory także notowano w poprzednich 5 latach). To oznacza, że mimo zmian księgowych, dochody z VAT i akcyzy w styczniu były spore.
Całkiem nieźle wyglądają wpływy z podatku od osób fizycznych (te na początku roku są stosunkowo niskie z powodu rozliczeń z fiskusem, gdy część obywateli odzyskuje nadpłacone pieniądze). Budżet z tego źródła dostał 7,6% kwoty zaplanowanej na cały rok. Na tym tle kiepsko wyglądają dochody od firm (tylko 1,6% kwoty rocznej). Ale to i tak lepiej niż na początku 2005 r., gdy wpływy styczniowe z tego źródła wyniosły zaledwie 0,9%.
Wysokie są też wpływy jednostek budżetowych. To oznacza, że państwo zbiera sporo pieniędzy, m.in. ze sprzedaży obligacji skarbowych powyżej ceny nominalnej.