Jeszcze w piątek rano kurs kontraktów na WIG20 był o kilkanaście punktów niższy niż kurs tego indeksu. Utrzymujący się przez całą sesję silny popyt sprawił, że na koniec dnia baza wynosiła już +20 pkt. Tak duża zmienność nastrojów wśród inwestorów czyni dogodne warunki do działań arbitrażystów.
Zysk bez ryzyka
Kilka dni temu, gdy baza była mocno ujemna, arbitrażyści sprzedawali akcje z WIG20 i na to miejsce kupowali kontrakty terminowe. Wczoraj przeprowadzali odwrotne transakcje. Część z nich mogła zamykać wcześniejsze strategie, a część otwierała nowe pozycje. Na rynek systematycznie trafiały koszyki kupna akcji z WIG20 o wartości około 400 tys. zł każdy. Odpowiadały im odwrotne transakcje na rynku terminowym. Taka strategia została przeprowadzona przynajmniej 20 razy. Była uzasadniona, gdyż kurs kontraktów przewyższał notowania WIG20 o 20 pkt, a różnica ta powinna wynosić teraz około 7 pkt. Arbitrażyści zarabiają na tej nadmiernej rozbieżności, ale ich transakcje powinny prowadzić do jej niwelowania. Sęk w tym, że na rynku kontraktów działają głównie inwestorzy indywidualni, którzy widząc koszyki kupna papierów z WIG20, w pośpiechu składają zlecenia kupna, które często jeszcze bardziej rozciągają bazę.
Różnica między kontraktami a WIG20 z każdym dniem powinna maleć, tak by w dniu wygaśnięcia marcowej serii kontraktów (17 marca) zbliżyć się do zera. Jeżeli w nadchodzącym tygodniu nie będziemy obserwować tego procesu, to można oczekiwać kolejnych transakcji arbitrażowych, a tym samym większego popytu na rynku kasowym.
Opłaty dla brokerów