Gdy kontrakty były z rana 2 pkt od sesyjnych minimów, turecki ISE100 kontynuował czwartkowe (+3,55%) bardzo silne wzrosty i w ciągu zaledwie 2 dni zakończył całą lutową korektę wracając pod szczyty hossy. Węgierski BUX również pozytywnie odstawał od zachodnich parkietów, a ówczesny nieco ponad 2-proc. wzrost okazał się dopiero połową zdobyczy piątkowej sesji. Czeskiemu indeksowi brakowało zaledwie 1 pkt. do szczytów hossy. Z kolei Rosja na trzech ostatnich sesjach systematycznie poprawiała rekordy. Do tego polskie obligacje i złoty wzmocniły się na rekordowe poziomy. Mimo takiego otoczenia zarówno kontrakty, jak i WIG20 były z rana zaledwie kilkanaście punktów od dolnego ograniczenia całej lutowej konsolidacji. Nikt nie widział tej irracjonalności w zachowaniu GPW?

Widzieli wszyscy, ale za to nikt nie widział w ostatnich dwóch tygodniach zagranicznego kapitału. W sumie słabe wyniki spółek i mocno spadające ceny surowców nie sprzyjały przyciąganiu zachodnich funduszy. Mimo bardzo sprzyjającego otoczenia wystarczyłoby wybicie dołem z konsolidacji, by technicy zasypali rynek podażą. Sytuację diametralnie zmieniła pierwsza fala zakupów o 10.30. Skok obrotów i "styl kupna" wyraźnie wskazywały na potężne kapitały. Praktycznie już w tym momencie losy sesji były przesądzone i tylko skala wzrostu była jedyną niewiadomą.

Oczywiście, jeśli ktoś spojrzy z perspektywy całej lutowej konsolidacji, to takich zwrotów już mieliśmy kilka, a WIG20 dalej pozostaje w obszarze trendu bocznego. Wcześniejszym ruchom nie towarzyszyła jednak ani taka dynamika, ani wiele sygnałów uwiarygodniających ten ruch. To powinno spowodować, że w przyszłym tygodniu wyjdziemy górą z konsolidacji i... po nieudanym ataku na szczyty hossy napiszę prognozy głębszej korekty.