- Pozostajemy wierni planom spełnienia kryteriów przyjęcia euro przed 2008 r. i wierzymy, że da się to zrobić - stwierdził półtora tygodnia temu minister finansów Janos Veres. Zapewnił, że zeszłoroczny deficyt budżetowy będzie zgodny z zapowiedziami i wyniesie 6,1% PKB. Przed 2008 r. będzie musiał spaść poniżej 3% PKB, bo tyle maksymalnie może wynosić według traktatu z Maastricht.
Szykujący się do kwietniowych wyborów socjaliści, pod wodzą premiera Ferenca Gyurcsany'ego, chcą tego dokonać dzięki reformom w krajowej administracji, samorządach, służbie zdrowia i szkolnictwie. Odpowiednie ustawy mają przejść przez parlament jeszcze w tym półroczu, więc budżet na przyszły rok byłby konstruowany już w nowych warunkach. Również dzięki rozwojowi gospodarki państwowe wydatki mają się zmniejszać, a wpływy rosnąć. Przy produkcie krajowym w 2008 r., szacowanym na 26,7 bln forintów, deficyt w kasie państwa miałby wynieść 700-800 mld forintów. Czyli minimalnie poniżej 3% PKB. Wówczas droga do euro w zakładanym 2010 r. stałaby otworem.
Problem w tym, że w te obietnice mało kto wierzy. Rząd w swojej czteroletniej kadencji dość mocno rozmijał się ze wszystkimi prezentowanymi prognozami wielkości dziury budżetowej. Na przykład przedstawiony w maju 2004 r. program konwergencji zakładał deficyt w 2004 r. na poziomie 4,6% PKB, podczas gdy faktycznie sięgnął 6,5%. Zgodnie z tym samym programem, w zeszłym roku deficyt miał wynieść 4,1% produktu krajowego. Teraz ministerstwo finansów mówi o 6,1%. Liczba ta nie uwzględnia jednak wydatków na budowę autostrad, które Bruksela nakazała do deficytu zaliczyć. To da kolejny 1 pkt proc., a zdaniem ekonomistów, na tym i tak się nie skończy. Są wyliczenia mówiące, że poziom zeszłorocznego deficytu mógł sięgnąć nawet 9% PKB.
Niewiele większe nadzieje na naprawę finansów państwa pokładane są w partii Fidesz, która ma teraz właściwie identyczne szanse na sukces w wyborach, jak socjaliści (na każde z ugrupowań chce głosować ok. 30% wyborców). Według jej przywódcy Viktora Orbana, euro nie pojawi się na Węgrzech wcześniej niż w 2013 r., przy czym całą winą obarczane są obecne władze i ich rozrzutna polityka. Tymczasem wśród złożonych dotąd wyborcom obietnic Orbana znalazło się obniżenie stawek ubezpieczenia socjalnego z 29% do 19% płacy i zredukowanie stawek podatku od osób fizycznych tak, by znalazły się w przedziale 13-20%. Według wyliczeń socjalistów, tylko te dwa posunięcia przyczynią się do powiększenia deficytu o 1,5 bln forintów. Przed Fideszem stoi trudne zadanie, bo albo partia będzie musiała zrezygnować z populistycznych obietnic i zgodzić się na program trudnych reform, albo przyznać, że nie zależy jej na szybkim wprowadzeniu wspólnej waluty.
Dwie tury wyborów na Węgrzech odbędą się 9 i 23 kwietnia. Do września rząd ma przedstawić w Brukseli zaktualizowany program wejścia do strefy euro.