Chyba każdy zna zasadę Petera. W skrócie: w hierarchii każdy człowiek dąży do poziomu swojej niekompetencji. Czyli awansujemy dopóki jesteśmy dobrzy, a zatrzymujemy się w miejscu, kiedy przestajemy być. Taka pesymistyczna interpretacja nie pasuje mi do humorystycznego i zabawnego tonu dr. Laurence Petera. Czyżbyśmy byli skazani na wyczerpanie swoich możliwości rozwoju? Czy mamy się bać przed każdym awansem tego, że nastąpi moment prawdy, w którym szczęście się kończy? Obserwując losy swoich kolegów, możemy dostrzec, jak udane kariery nagle łamią się i po upadku człowiek najczęściej nie potrafi załapać się na kolejną krzywą rozwoju. Oto mam przed sobą kandydata, który przeżył kryzys przed pięcioma laty:
- Gdyby nie to, byłbym teraz prezesem firmy X (i tu wymienia nazwę jednej z największych firm w Polsce).
- A co się stało?
- Podjąłem złą decyzję. Za mało precyzyjnie oceniłem to, co dzieje się wokół mnie.
- Żałuje pan?