Nie potwierdziły się obawy związane z potencjalnym układem harami na tygodniowym wykresie indeksu. To utwierdziło graczy w przekonaniu, że rynek wszedł w fazę konsolidacyjną, po której główny trend powinien być kontynuowany. Czy rzeczywiście jednak mamy do czynienia z przystankiem w hossie? Odpowiedź twierdząca na tak postawione pytanie staje się o wiele trudniejsza, jeśli wziąć pod uwagę obserwowaną od 1,5 miesiąca amplitudę wahań WIG20.

Teoria Dowa została jednak odsunięta na plan dalszy, w krótkim terminie rynek zdominowały bowiem emocje. W piątek inwestorzy dali im wyraz w momencie, gdy nabrali przekonania, że formacja RGR przestała zagrażać głównemu trendowi. Załamanie formacji, przebicie 4-tygodniowej tendencji spadkowej przy obrotach znacznie większych niż średnia z ostatnich dwóch tygodni, wywołały parcie na silny opór stworzony przez pamiętne załamanie koniunktury z końcówki stycznia. Klimat techniczny został poprawiony dodatkowo przez sygnały kupna na najszybszych wskaźnikach CCI i Stochastic. Na początku poniedziałkowej sesji rynek wykorzystał te atuty i kontynuował wybicie, przełamując 50-proc. zniesienie "minibessy" z przełomu stycznia i lutego. To naruszenie pułapu lutowej konsolidacji, które teoretycznie powinno skutkować ruchem o zasięgu porównywalnym z rozpiętością 2-tygodniowego horyzontu (100 pkt), ma również ogromne znaczenie dla przebiegu wskaźników średnioterminowych. Do tej pory balansują one na poziomach równowagi i od trwałości wybicia zależy, czy MACD i ROC wesprą średnioterminowe, bycze aspiracje. Są one niemałe, o czym przekonuje łatwość z jaką została usunięta ostatnia formalna przeszkoda (62-proc.) zniesienie wspomnianej już styczniowo-lutowej zniżki) przed atakiem na szczyt hossy.

Dokąd ten wzrost może zaprowadzić indeks? Jeśli powtórzy się sytuacja obserwowana w styczniu, gdy była kształtowana linia tempa łącząca dwa szczyty na 2918 pkt i 2975 pkt, możemy oczekiwać, że WIG20 naruszy barierę "3k".