Bankowcy spotkali się wczoraj w sprawie kredytów walutowych z Wojciechem Kwaśniakiem, generalnym inspektorem nadzoru bankowego. Kwaśniak firmuje projekt uchwały Komisji Nadzoru Bankowego, który dla niektórych banków oznaczałby konieczność emisji akcji.
Przedstawiciele banków przygotowali własną propozycję. - Zgadzamy się z pomysłem, by udzielanie kredytów walutowych wiązało się z dodatkowymi wymogami kapitałowymi. Ale zaproponowaliśmy, żeby zmiany były wprowadzane stopniowo - powiedział Mariusz Zygierewicz ze Związku Banków Polskich.
Jak powiedział nam jeden z obecnych na spotkaniu bankowców, początkowo na walutowe kredyty mieszkaniowe banki musiałyby odkładać dodatkowe 6% wartości należności. Obecnie wymóg jest w przedziale 4-8%. Dzisiaj na każde 100 zł pożyczone na mieszkanie, bank musi mieć od 4 do 8 zł funduszy własnych. Po wejściu w życie przejściowego rozwiązania wymóg rósłby do 10-14 zł.
To rozwiązanie skutkowałoby zmniejszeniem współczynnika wypłacalności tych banków, które są mocno zaangażowane w kredyty walutowe. Ale - w porównaniu z propozycją nadzoru - potrzeby kapitałowe byłyby kilka razy mniejsze. Efekt? Banki nie musiałyby się obawiać tego, że zostaną zmuszone do podwyższenia kapitału. Wystarczające może się okazać np. niewypłacenie dywidendy z ubiegłorocznego zysku albo zmniejszenie zaproponowanej akcjonariuszom kwoty.
Zaproponowane przez bankowców przejściowe rozwiązanie miałoby wejść w życie szybko. Nadzór chciał, by wymogi kapitałowe rosły już od 1 kwietnia. Wersja ostateczna miałaby być opracowana w drugiej połowie roku. I zaczęłaby obowiązywać na przełomie tego i przyszłego roku.