- Celem wprowadzenia dynamicznych widełek nie jest ograniczanie każdej większej zmiany notowań. Dynamiczne widełki mają przede wszystkim chronić inwestorów przed konsekwencjami dużych, przypadkowych zmian kursów - twierdzi Wiesław Rozłucki, prezes warszawskiej giełdy. Do tych przypadkowych zmian kursów dochodzi z reguły w sytuacji, gdy inwestor lub makler pomylą się przy wpisywaniu wolumenu zlecenia lub limitu jego realizacji. W efekcie zdarzają się przypadki, kiedy kurs akcji, kontraktów czy innych instrumentów zmienia się gwałtownie bez ekonomicznej przyczyny, na czym niektórzy inwestorzy tracą pieniądze. Nowy mechanizm ma temu przynajmniej częściowo zapobiec.
Mniej miejsca na zmiany
Istota działania dynamicznych widełek jest podobna do znanych już na GPW statycznych ograniczeń wahań kursu, które np. dla akcji wynoszą +/-10% od kursu odniesienia (będą nadal funkcjonowały). Nowy mechanizm odróżniają przede wszystkim mniejsze dopuszczalne odchylenia notowań. Drugi ważny element to kurs odniesienia, który będzie się zmieniał praktycznie po każdej transakcji (poza pewnym wyjątkiem, o którym później).
Szerokość dynamicznych widełek jest uzależniona od instrumentów, których dotyczą. W przypadku najpłynniejszych są znacznie węższe niż widełki statyczne. Dla akcji wchodzących w skład indeksu WIG20 zostały ustalone na +/-3,5% (statyczne wynoszą obecnie +/-10%). Nie oznacza to jednak, że o wiele częściej będzie dochodzić do zamrożenia notowań.
Zmienny kurs odniesienia