Kierownictwo Ministerstwa Rozwoju Regionalnego spotkało się wczoraj z przedstawicielami Związku Banków Polskich i zagranicznych instytucji finansowych (m.in. Europejskiego Banku Inwestycyjnego, Banku Rozwoju Rady Europy i niemieckiego KfW).
Rząd sondował, czy sektor finansowy skłonny jest wziąć na siebie odpowiedzialność za podział unijnych środków. Banki byłyby bowiem dogodnym kanałem dystrybucji pieniędzy unijnych i wymiany dokumentów (np. wniosków o dotację). Już w ponad 5 tys. placówek bankowych (na 13 tys. funkcjonujących) funkcjonuje ogólna informacja nt. środków UE. W dużych oddziałach istnieją nawet specjalne zespoły, które pomagają w wypełnieniu wniosku o dotację z Unii. Mają nawet dużą skuteczność. Do tej pory przy 74% zaakceptowanych wniosków na inwestycje innowacyjne pomagali właśnie bankowcy.
Doradztwo służy przyciągnięciu klientów do podstawowego produktu - kredytów unijnych. Instrumenty te pozwalają rozpocząć inwestycje, które mają szanse na dofinansowanie. Poza tym zapewniają wymagany przez Unię własny wkład (średnio 25% wartości projektu). Mimo pomocy z banku tak naprawdę dużą część biurokratycznej "roboty" (np. złożenie wniosku do instytucji rządowej) klient musi załatwić sam.
Niewykluczone jednak, że od 2007 r. to się zmieni. - Widzielibyśmy banki w roli zarządzających grantami unijnymi, np. dla przedsiębiorców - przyznał Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju regionalnego. - Czekamy jednak na propozycję bankowców. Zdajemy sobie sprawę, że boją się oni "papierologii" związanej ze sprawozdawczością i monitorowaniem udzielonej pomocy - dodał.
ZBP na razie z rezerwą słucha rządowych deklaracji. - Dobrze, że padła taka deklaracja. Zbadamy nasze możliwości. Wiemy już, że lokalne banki są gotowe do wdrażania niektórych programów unijnych - mówił Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku. Niektóre mniejsze banki uczestniczą już w rozdzielaniu części pomocy dla rolników.